Uwikłani w sieci (I)

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

Uwiklani w sieci (I) - ilustracja 4

A miało być tak szybko, efektywnie i praktycznie: przynajmniej takie nadzieje obudził wynalazek Internetu.

I jest. Napisania listu mailowego dzięki klawiaturze komputera zabiera znacznie mniej czasu, niż przygotowanie papeterii, długopisu, koperty, zaadresowanie jej po odszukanie informacji o miejscu zamieszkania odbiorcy, i naklejenie znaczka. Dodatkowo zaoszczędzamy cenne minuty, których nie musimy zużyć na dojście do skrzynki pocztowej, nie mówiąc już o wyprawie na pocztę w przypadku listu zawierającego dokumenty (więc cięższego) lub wysyłanego za granicę. I co już zupełnie trudne do pojęcia, nie musimy czekać dni lub tygodni na to, by odbiorca przesyłkę otrzymał, a potem sporego czasu, by jego odpowiedź do nas dotarła. Owszem, istniały telegramy – ale była to raczej kosztowna usługa. Nawiasem mówiąc, sprawdziłem, jak to wygląda dzisiaj. Otóż opłata za “telegram pocztowy doręczany przez kuriera w terminie do 6 godzin od nadania do doręczenia w miejscowym i pozamiejscowym obszarze doręczeń” wynosi 35 złotych “za moduł zawierający do 160 znaków.”

W dobie skypowania trudno młodszym czytelnikom wyobrazić sobie, że w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku dodzwonienie się np. z Polski do USA, wymagało uprzedniego zaaranżowania czasu połączenia przez urząd pocztowy, który kontaktował się z osobą, z którą chcieliśmy rozmawiać w Ameryce. Oznaczonego dnia, o określonej godzinie, należało stawić się na poczcie, gdzie, przy sprzyjających warunkach telekomunikacyjnych można było ułowić uchem publiczne powiadomienie “Ameryka, kabina siedem,” a potem, już w trakcie rozmowy, od czasu do czasu usłyszeć w słuchawce zapytanie urzędniczki pocztowej “mówi się?” W latach dziewięćdziesiątych, było już łatwiej, bo zadzwonić z Ameryki do kraju można już było z aparatu domowego, a nawet z budki telefonicznej, ale przyjemność taka kosztowała co najmniej 50 centów za minutę. Potem nastąpiła era kart telefonicznych, które można było kupić w wielu sklepach i dzięki ich użyciu koszty połączeń dramatycznie zmalały. Wreszcie pojawiły się telefony komórkowe i ostatecznie, dzięki Internetowi, Skype, który nie tylko nic nie kosztuje, ale pozwala zobaczyć rozmówcę. By zrozumieć rewolucyjność tego postępu (od konieczności odwiedzania poczty, by wykonać telefon, po oglądanie rozmówcy w domu na ekranie komputera lub w telefonie komórkowym), wyobraźmy sobie, że w trakcie przyszłościowej rozmowy typu Skype, będziemy, być może, mogli osobę, z którą rozmawiamy, dotknąć i poczuć jej zapach – słowem, fizycznie znaleźć się przy niej (dziś wydaje się to niemożliwe…).

Wpierw radio, potem telewizja posiadła niewyobrażalną moc równoczesnego docierania do niezliczonych rzesz odbiorców w tej samej chwili. O sile oddziaływania na zbiorowego słuchacza przekonali się twórcy słuchowiska, opartego na powieści Orsona Wellesa “Wojna światów”, nadanego w dzień Halloweenu, w październiku 1938, a relacjonujący rzekomy atak Marsjan na Ziemię. Audycja wzbudziła spore zaniepokojenie wśród słuchaczy stanu New Jersey, z których liczni uwierzyli, że do takiej inwazji istotnie doszło. Dzisiejsi indywidualni użytkownicy Twittera (szczególnie ci szerzej znani, np. politycy), rozporządzają możliwością powiadamiania ogromnej ilości ludzi, posługujących się telefonami komórkowymi, o ważnych wydarzeniach w chwili, gdy one mają miejsce. Korzystanie z możliwości stworzonych przez portale społecznościowe, takie jak prowadzenie np. blogu, umożliwiło tworzenie wirtualnych grup wsparcia dla osób, cierpiących na określone schorzenia lub parających się z różnego typu wyzwaniami w życiu. A w codziennym, już nie tak poważnym wymiarze, kiedy po prostu potrzebujemy zasięgnąć o czymś informacji, np. jak wybawić plamę z obrusa lub pozbyć się w kuchni mrówek, najoczywistszym krokiem, tuż po zasięgnięciu opinii babci w tej sprawie, będzie googlowanie problemu.

Możliwość użytkowania sieci otworzyła dla wytwórców nieznany dotąd potencjał reklamowania różnorakich produktów. Dla osób ich poszukujących, stała się nieocenionym źródłem nie tylko ich lokalizacji, ale i szansy na znalezienie najlepszych ofert zakupu. Dla ludzi, którzy mają jakieś potrzeby lub coś do zaoferowania, nieograniczoną platformę do powiadamiania o tym. Dla instytucji charytatywnych, wielką szansę upowszechniania dobroczynnych celów i pozyskiwania na nie środków.

Zamiast długotrwałego procesu oddawania filmu do wywołania, produkowania odbitek i rozsyłania ich do znajomych, by podzielić się zdjęciami z wakacji, dzisiejszy szczęśliwy turysta, dzięki technologii cyfrowej i Internetowi, może obdzielić setki znajomych z Myspace linkiem, udostępniającym wrażenia spod Wieży Eiffla, wysyłając go iPodem z paryskiego bistra. Fotograficzna dokumentacja ważnych i mniej istotnych okazji jest dostępna bez ograniczeń czasowych i przestrzennych na portalach społecznościowych sieci. Dzięki powszechności dostępu do Internetu, porwana dziesięć lat temu dziewczyna (a miała wówczas piętnaście lat), została ostatnio rozpoznana przez jej siostrę na Facebooku i dzięki temu jej gehenna mogła dobiec końca. Mówiąc już o przestępstwach, warto wspomnieć, że komputerowa rejestracja kryminalistów ułatwia pracę policjantowi, który w swoim samochodzie ma dostęp do bazy danych, przewyższającą swą pojemnością największe, tradycyjne archiwa.

Zdarzyło mi nieraz pobłądzić podczas jazdy samochodem – przypomina mi się tu parogodzinna jazda przez centrum Miami w drodze na Key West, bo jakimś trafem nie byłem w stanie trafić na obwodnicę. Po tym, jak podzieliłem się z moimi starszymi dziećmi przeżyciami podróżowania przez wertepy Północnej Karoliny, sprawiły mi one w urodzinowym prezencie GPS-a. Choć początkowo byłem sceptycznie nastawiony do podróżowania, wspieranego satelitarną nawigacją, dziś trudno mi sobie wyobrazić obejście się bez niej.

Doprawdy trudno przecenić dobrodziejstwa Internetu w sferze nauki. Internetowa biblioteka dostępna dla każdego, kto ma dostęp do sieci, otworzyła możliwość nie tylko wglądu do bazy danych, wyników badań, do książek i artykułów, ale i rzadkich publikacji, uprzednio dostępnych tylko w określonym miejscu, w postaci mikrofilmów. Wymiana informacji i rezultatów badań nie wymaga już fizycznej obecności. Dzięki systemowi wideo konferencji, mogłem np. ostatnio, siedząc za biurkiem, w Michiganie, uczestniczyć w konferencji naukowej “Mosty zamiast murów – wyzwania i szanse dla komunikacji interpersonalnej” zorganizowanej przez Uczelnię Warszawską im. Marii Skłodowskiej-Curie. Dla mnie, nauczyciela akademickiego, uczenie kursów on-line, pozwala na docieranie do studenta w jego domu i przekazywanie mu np. linków, omawiających i ilustrujących ostatnie wydarzenia na Ukrainie. Uczniowie, którzy z różnorakich powodów nie są w stanie chodzić do szkoły, mogą dziś słuchać wykładów w domu, a potem, elektronicznie przesyłać zadania domowe do nauczyciela i zdawać w ten sposób egzaminy. A jeśli chodzi o naukowców, to Internet stworzył niespotykaną dotąd w historii ludzkości szansę na ogólnoświatową wymianę twórczej myśli, dzięki której można spodziewać się przyspieszenia pozytywnych efektów prac nad trapiącymi ludzi rozlicznymi plagami, w tym w zwalczaniu chorób. Gdy o chorobach już mowa, to komputeryzacja danych pacjenta, umożliwia lekarzowi z pogotowia ratunkowego natychmiastowy dostęp do historii chorób i wyników rozlicznych testów i badań, trafiającego tam w środku nocy pacjenta.

Internet przełamuje bariery, wynikające z braku możliwości fizycznego dotarcia do sklepu, urzędu lub banku – a osobom, które mogą to zrobić, w zasadniczy sposób ułatwia życie, pozwalając dokonywać zakupów, wypełniać oświadczenia podatkowe lub wykonywać operacje bankowe, w tym płatności, przy użyciu komputera. Dzięki komunikacyjnej sieci, wiele osób może pracować, nie opuszczając domu, może tej pracy szukać, ale też i oddawać się rozrywce, oglądając programy telewizyjne i filmy z całego świata oraz jest w stanie nawiązywać kontakty z nieznajomymi osobami; a nawet, dzięki portalom randkowym, znajdować kandydatów na męża lub żonę.

To tylko niektóre pozytywne aspekty korzystania z technologicznej rewolucji w dziedzinie komunikacji. O cenie, jaką za ten postęp czasami płacimy, w następnym odcinku “Poradnika psychologicznego”.

Uwiklani w sieci (I) - ilustracja 2

About Janusz Wrobel

Janusz Wróbel - praktykujący psychoterapeuta, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) i "Language and Schizophrenia" oraz tomiku wierszy "Cztery pory tutaj” (http://www.telewizjadetroit.com/products-page/dvd/cztery-pory-tutaj-janusz-wrobel/). Janusz Wróbel - college professor, licensed counselor and psychotherapist, who currently maintains a private practice, "Balance and Harmony." Married with five children. Author of the books "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) and „Language and Schizophrenia” (http://benjamins.com/#catalog/books/llsee.33/main).
This entry was posted in Janusz Wrobel, Psychologia, Szczescie and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply