Pułapki czasu

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

Tiny people walking to a big clock

Gdyby przyszło nam zdefiniować czym jest życie, jedną z możliwości byłoby stwierdzenie, że jest nim czas dany nam do użycia. Nic zatem dziwnego, że ludzie spędzają sporo chwil im danych, mówiąc i pisząc o nim. Jedna z najsłynniejszych powieści dwudziestego wieku (nawiasem mówiąc – siedmiotomowa) nosi tytuł „W poszukiwaniu straconego czasu”. Nie ma właściwie dnia, podczas którego nie musielibyśmy borykać się z problemami, odnoszącymi się do niego, pytając na przykład: Jak go spożytkować? Na co warto go poświęcić, a na co szkoda? Czy wystarczy mi go na zrealizowanie danego zamierzenia?

Czas jest cenny i dlatego powszechnie przelicza się go na pieniądze – naprawa samochodu w warsztacie zależy nie tylko od materiału, który trzeba będzie zużyć, ale i od tego, ile godzin mechanik spędzi, pracując przy naszym aucie. Kosztuje nas każda minuta rozmowy telefonicznej, używania płatnego Internetu w kafejce, czy porady adwokata. Sami też przeliczamy czas swej pracy na zapłatę za nią. Wydawałoby się więc, że możemy go policzyć a nawet przeliczyć, tymczasem, już dzieci doświadczają jego względności (szybko bowiem mija na zabawie, a dłuży się na lekcjach). Trafnie jego niejednoznaczną naturę ujmują dwa przysłowia: Szczęśliwi czasu nie liczą i Oczekującemu czas najdłuższy. Z kolei jego dwoisty i przewrotny charakter, staropolskie przysłowie ujęło tak: Co czas buduje, przez czas się rujnuje, a Jan Sztaudynger zgrabnie spuentował słowami: Obdziela i obdziera nas czas.

Większość osób nieustannie narzeka na brak czasu i raczej zgodnym chórem twierdzi, że dano go nam za mało, by zrealizować wszystkie zamierzenia. A nawet, gdy dożywamy sędziwego wieku, to często już zdrowia, sił lub ochoty nie staje, by go odpowiednio spożytkować. Takiego przekonania nie podzielał Seneka, rzymski filozof, urodzony 4 lata przed Chrystusem. Myśl jego jest tak trafna, że choć dłuższa, warta jednak przytoczenia w całości:

Nie za mało mamy czasu, ale za wiele tracimy. Dość długie jest życie i w obfitej ilości nam dane do wypełnienia naszego najważniejszego zadania, jeżeli z całego uczynimy należyty użytek, ale jeżeli upływa w zbytkach i gnuśności, a nie zużywa się na żadne szlachetne dzieło, wtedy dopiero w obliczu ostatniej konieczności zauważymy, że życie, którego upływania nie spostrzegliśmy, już upłynęło.

Rzecz ma się następująco: nie otrzymaliśmy życia krótkiego, ale czynimy je krótkim, pod względem zaś jego posiadania jesteśmy nie nędzarzami, ale marnotrawcami. I podobnie jak ogromne i królewskie bogactwa, gdy tylko przejdą w posiadanie złego właściciela, natychmiast się rozpraszają, a przeciwnie – nawet skromne majętności, jeżeli są powierzone dobremu gospodarzowi, powiększają się przez należyty użytek, tak samo wiek życia naszego rozciąga się daleko, jeśli ktoś dobrze nim rozporządza.

Na czas da się spojrzeć także z perspektywy przeżywania go. Ma wówczas charakter troisty, bowiem dzielimy go na to, co już nas spotkało, czym w danej chwili się zajmujemy i co nas jeszcze czeka. Spójrzmy na to, co przytrafia się trzem, stworzonym na użytek tego felietonu osobom:

Robert nie może opędzić się od myśli, że nie da się już naprawić popełnionych błędów. Nie może poczuć się szczęśliwy, bowiem na momentach, które powinny być wypełnione radością, kładzie się cień przeszłych win i życie ma tylko jeden, szary odcień. Czas przeszły skutecznie kradnie mu bieżące chwile, a ich utrata jest nieodwracalna.

Maria, która właśnie przekroczyła czterdziestkę, nie może sobie podarować, że nie wyjechała ze swojego miasteczka, że nie skończyła pisać pracy magisterskiej, że była za dumna, by szukać pomocy, gdy odkryła, że pije za często i zbyt wiele. Wydaje się jej, że na zmianę jest już za późno.

Krzysztof zaciska zęby: jeszcze pięć, siedem lat harówy dniem i nocą, a stanie na nogi, odkuje się i będzie żył jak król. Wprawdzie odeszła zaniedbana żona, przyjaźnie jakoś się ucięły i lekarz przepisuje mu coraz więcej pigułek – ale jak sobie pomyśli, gdy już się to wszystko skończy i wreszcie zacznie żyć, czuje że jest warto i będzie jeszcze wyjąć te kilkanaście lat z osobistego kalendarza.

Opisanych ludzi łączy wspólny los – są one niewolnikami zaszłości lub wyimaginowanej przyszłości; tak naprawdę nie doświadczają tego co dokonuje się tutaj i teraz. Tadeusz Gadacz w książce “O umiejętności życia” udatnie zwrócił uwagę na to, że przeszłość wprawdzie jest jedynym czasem pewnym, ale zarazem nieodwracalnym, więc nie do skorygowania, a zbytnie pochłonięcie jego rozpamiętywaniem zabiera nam szansę na pełne przeżycie aktualności. Z kolei przyszłość niesie wprawdzie nadzieję i obietnicę, ale jeśli zbytnio nas absorbuje, także kradnie nam teraźniejszość.

Przypomina mi się tutaj piosenka Marka Grechuty, ze słowami: Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy. Ważnych jest kilka tych chwil, tych, na które czekamy. Otóż wedle tego, na co właśnie zwróciliśmy uwagę, w cytowanym podejściu tkwi pułapka. Tadeusz Gadacz stwierdza wprost, że ludzie, dla których liczy się tylko przyszłość, jeszcze tak naprawdę nie zaczęli żyć; ci z kolei, dla których wyłącznie ważna jest przeszłość, w gruncie rzeczy już nie żyją: Niektórzy nie chcą niczego zaczynać, gdyż umarli już w środku życia. Inni zaczynają żyć umiejętnie dopiero wtedy, gdy trzeba już życie zakończyć. Prawdziwym utrapieniem życiowym jest ciągłe oczekiwanie na jutro i w związku z tym utrata dnia dzisiejszego, bowiem linia życia biegnie środkiem teraźniejszości. Oczywiście, w tę aktualnie przeżywaną chwilę, wplatamy przyszłe zamierzenia, pracując nad nimi już teraz; czerpiemy też z czasu minionego, ucząc się na swych błędach.

Wracając do przykładu Roberta i Marii, warto przytoczyć słowa ks. Mieczysława Malińskiego z jego “Elementarza”:

Nie wpatruj się w swoją przeszłość. Bo z coraz większym przerażeniem będziesz stwierdzał, ile było okazji, sposobności, któreś zaniedbał, zlekceważył, a które już są teraz nie do odrobienia – przepadły bezpowrotnie. (…) Nie wpatruj się w przeszłość, ale bierz to, co ci Bóg wkłada aktualnie do rąk.

Niełatwo jest pamiętać o tym, by przeżywać każdą chwilę w pełni – szczególnie wówczas, kiedy obecny czas nie jest pomyślny – gdy niesie smutek lub cierpienie psychiczne albo fizyczne. Naturalną rzeczą jest wówczas żyć nadzieją, że stan teraźniejszy się zmieni i że czekają nas jeszcze szczęśliwsze dni. Ponieważ jednak przyszłość należy do sfery prawdopobieństwa, a nie pewności, spróbujmy, nawet mimo dotykających nas uciążliwości, dostrzec w chwili obecnej te jej składniki, które mają w sobie choć trochę dobra lub piękna; a może to być czyjaś pomocna dłoń, wypowiedziane słowo otuchy lub odczuta życzliwość. Dajmy chwili obecnej szansę na to, by ją jak najlepiej i najpełniej przeżyć. Przychodzi tu na myśl porada: Żyj każdym dniem tak, jak by miał być Twoim ostatnim. Mój starszy kolega, psycholog, podzielił się ze mną jego lepszą wersją: Żyj każdym dniem tak, jak by miał być Twoim jedynym.

 

Pulapki czasu - ilustracja 2

About Janusz Wrobel

Janusz Wróbel - praktykujący psychoterapeuta, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) i "Language and Schizophrenia" oraz tomiku wierszy "Cztery pory tutaj” (http://www.telewizjadetroit.com/products-page/dvd/cztery-pory-tutaj-janusz-wrobel/). Janusz Wróbel - college professor, licensed counselor and psychotherapist, who currently maintains a private practice, "Balance and Harmony." Married with five children. Author of the books "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) and „Language and Schizophrenia” (http://benjamins.com/#catalog/books/llsee.33/main).
This entry was posted in Janusz Wrobel, Psychologia, Szczescie and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

One Response to Pułapki czasu

  1. Pingback: Japan

Leave a Reply