Polski inteligent: gatunek zagrożony

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

Śp. wuj Kazimierz z Krakowa (mój ojciec chrzestny) miał swój sposób okazywania głębokiej niechęci i wyższości wobec systemu rządów „robotniczo-chłopskich” – do pracy chodził w nienagannie skrojonym przez świetnego krawca garniturze „od Turbasy” (znany krawiec krakowski), w wykrochmalonych, śnieżnobiałych koszulach, przystrojonych jedwabnymi krawatami, zawsze starannie zapiętą kamizelką i butach „od Kurpiela” (znany szewc krakowski). Tyle było jego satysfakcji – nie walczył czynnie z systemem, bowiem nie wierzył w jego upadek. Był bezpartyjny, zatem mógł być tylko pro-dziekanem i nie doczekał się profesury. Jego ojciec był przedwojennym urzędnikiem sądowym i jak pokazują nieliczne fotografie – nosił się równie zacnie.

System powojenny nie pozostawał obojętny wobec inteligenckich fanaberii i próbował je zrównoważyć budowaniem klasy proletariackiej w Nowej Hucie. Na szczęście polscy inteligenci, zdziesiątkowani przez Sowietów w Katyniu i w niemieckich obozach koncentracyjnych, uniknęli przymusowych wysiedleń na wieś, jak miało to miejsce na Węgrzech. A mówiąc już o katuszach zadawanych Węgrom przez Rakosiego – jak zaznaczono w jednym z tajnych raportów opracowanych przed rokiem 1956, o jednym z podejrzanych ideowo inżynierów, a przygotowanym w biurze kadr budapeszteńskiej fabryki:

Do pracy przychodzi w kapeluszu i krawacie, tym samym podkreślając swe burżuazyjne pochodzenie.

Autor raportu zapewne miał rację – noszenie kapelusza mogło być jedynym zewnętrznym przejawem przywiązania do wartości, w których ów inżynier wzrastał; a także jego biernym protestem wobec siermiężnej, moralnie wyjałowionej rzeczywistości.

Jest jeszcze inny aspekt trzymania się określonego kodu zachowania – w tym ubioru. Jest w nim zawarte kryterium wypada – nie wypada, a więc obszar dobrego smaku i posiadania lub braku klasy, a także pewnej samodyscypliny w przestrzeganiu dobrowolnie narzuconego sobie regulaminu postępowania. Wprawdzie taki gorset może czasami uwierać, ale przecież daje on nie tylko kotwicę, gdy takiej sytuacja wymaga, ale i azymut, gdy w drogę ruszyć trzeba.

Takie oto refleksje naszły mnie podczas lektury dziennika czasu choroby Jerzego Stuhra, zatytułowanego Tak sobie myślę. W dużej mierze książka tego znakomitego aktora i reżysera teatralnego i filmowego jest zapisem przeżyć polskiego inteligenta, który ma świadomość, że należy do gatunku zagrożonego. Dlaczego zagrożonego? Bowiem smutny paradoks polskiej wolności polega tym, że inteligenckie sumienie wyzwolone z prześladowań (cenzury, wszechobecnej kontroli ideologicznej, czy przymusu do działań z nim niezgodnych) u części jego właścicieli obrało drogę samounicestwienia. Pisze nasz autor:

Zaczyna być tak, że wszystko wypada, co przynosi korzyść: materialną, medialną, celebrycką itd. Polacy bez wstydu pokazują swoje rozmemłane wizerunki. (…) [Tabloidy] gratulują znanemu aktorowi, że weźmie pół miliona za nowy film w Hollywood. Gratulują mu forsy, a nie roli czy ewentualnie już efektu artystycznego. (…) Dzisiaj niezwykle przeszkadza mi w życiu codziennym i w obcowaniu z ludźmi wszechobecny bezwstyd. Nie wstydzą się, że kłamią, że kradną, że oszukują fiskusa, że zdradzają, defraudują, że nie umieją! Że są niechlujni! (…) Ile w nas niechlujstwa, niedokładności, nieuwagi, nieprzewidywalności.

Tutaj chciałbym zwrócić uwagę na termin rozmemłani; jest to bowiem antonim trzymania fasonu i samodyscypliny. Stuhr parokrotnie przytacza w swym dzienniku wskazówkę swego ojca: Pamiętaj, żebyś zawsze wychodził z domu w zapiętej kamizelce. Zapięta kamizelka to symbol wierności kodowi estetycznemu, ale i etycznemu, któremu piszący aktor hołduje. Są to kanony, które zaszczepił swojemu synowi Maćkowi i które planuje wpoić swym wnuczętom.

Przyjrzyjmy się kardynalnym zasadom tradycyjnych przepisów Rodziny Stuhrów, bowiem warto przypominać sobie od czasu do czasu prawdy podstawowe, szczególnie w czasach, które kuszą inteligenta kompromisami, a które przyczynić się mogą do uwiądu jego etosu w Polsce:

  1. [przestrzeganie] tablic Mojżeszowych, kodeksu karnego i cywilnego, prawa pracy i systemu podatkowego,
  2. lojalność w stosunku do kogoś, komu coś obiecałem,
  3. etos pracy,
  4. dążenie do czystości sumienia,
  5. nienaruszanie czyjegoś obszaru prywatności,
  6. obowiązek przechowania i otoczenia opieką pamiątek i mienia rodzinnego,
  7. nieobmawianie innych,
  8. ćwiczenie umiejętności powściągania emocji w życiu,
  9. w nieprzyjemnych okolicznościach branie winy na siebie, a nie obarczanie innych,
  10. odwaga wstydu, że się czegoś nie wie, że się jest niedouczonym, nieoczytanym, nie na bieżąco,
  11. odpuszczenie mody (…) za wszelką cenę trzeba bronić swej indywidualności, nawet w ubiorze. Czyli zawsze dwa kroki wstecz za modą.

Bycie inteligentem jest posłaniem. Swej wiedzy i ewentualnego talentu, a także świadomości bycia ogniwem w łańcuchu tradycji przenoszenia stosownych zachowań, ładu moralnego i estetycznego nie można zachowywać dla siebie. Na inteligencie ciąży zobowiązanie nie tylko wcielania w życie wyuczonych zasad, ale przenoszenie ich dalej, poprzez przypominanie o nich i wpajanie ich przyszłym pokoleniom. Zdradzić je, to dobrowolnie wykluczyć się z grona nosiciela myśli i wartości; to kontynuować niszczące działania zaborców i najeźdźców, którzy chcieli skrócić naród polski o głowę.

Posted in Szczescie | Tagged , , , , | Leave a comment