Zaklęcia

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

Zaklęcia - ilustracja 4Kiedy moi studenci pytają mnie o szok kulturowy, jaki przeżyłem po przyjeździe do Stanów, opowiadam im o tym, jak trudno było mi się przyzwyczaić do nadmiernie uprzejmego traktowania mnie przez obcych ludzi. Nic dziwnego, przyjechałem z kraju, w którym nieznające się osoby nie uśmiechają się do siebie, przechodnie na ulicy noszą marsowe oblicza, a w sklepach (przynajmniej w latach osiemdziesiątych), klientowi dawano odczuć, że jest tam intruzem. Tymczasem w Ameryce, kasjerka, którą zobaczyłem po raz pierwszy w życiu, po zakończeniu transakcji życzyła mi dobrego dnia. Podejrzewałem, że w tym co mówi, nie mogła być szczera. Co prawda, nie obraziłem się o to, jak miało to miejsce z klientami pierwszego McDonalda w Moskwie, którzy nie mogli pojąć, dlaczego obsługa się uśmiecha. Z nas się śmieją? pytali się nawzajem, nie kryjąc oburzenia.

Ale wróćmy do moich kłopotów z życzliwymi nieznajomymi. Otóż, mniej więcej po półtora roku, kiedy po zapłaceniu za moje zakupy nie usłyszałem od kasjerki zwyczajowego have a good day! pomyślałem sobie: a cóż to za nieuprzejma kobieta!, łapiąc się zarazem na tym, że przywykłem już do pewnego standardu grzeczności. Owszem, nawet jeśli wypowiedziane przez osobę obsługującą mnie w sklepie zdanie jest zwyczajną rutyną, to wytwarza atmosferę uprzejmości, dzięki której łatwiej pokonywać codzienne trudności. Miłe słowa, które słyszymy, rozjaśniają nasz dzień, często rozbrajają wezbrany w nas gniew i neutralizują nastrój poirytowania.

Pamiętam jak kojące było to, co tuż przed trudnym egzaminem powiedziała nam, studentom kursu psychologii, prowadząca zajęcia psychoterapeutka: nie denerwujcie się za bardzo, na pewno poradzicie sobie, a poza tym, to przecież tylko 20 procent waszej końcowej oceny. Dzięki temu doświadczeniu, powiedziałem kiedyś na pierwszych zajęciach moim nowym studentom – wiem, że się denerwujecie, nie wiedząc, czego oczekiwać ode mnie, ale zapewniam was, też jestem przestraszony, bo zaczynam w tym semestrze uczyć po raz pierwszy internetowo. A kiedy potem zacząłem doświadczać trudności technicznych, przyznałem się w liście elektronicznym moim studentom, że sam się uczę, i proszę o wyrozumiałość. Wyrazy wsparcia, które słyszymy, są w stanie przełamać strach, dodać otuchy i przywrócić zachwianą wiarę we własne siły. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, właściwie dobranym dobrym słowem możemy stworzyć nową, przyjazną rzeczywistość, w której istnieją sprzyjające dla nas warunki.

Podobnie jak wyrażanie wsparcia, magiczną moc mają słowa pochwały. Wydawać mogłoby się to oczywiste, a nie jest. Istnieje bowiem pogląd, że chwalenie jest niewskazane, bowiem demoralizuje osobę nim obdarzaną. Zapatrywanie to wynika z następującego rozumowania: świat funkcjonuje według określonych zasad – dzieci mają być posłuszne, pracownik sumienny, a mąż opiekuńczy. Jeśli ma to miejsce, nie ma powodu do pochwał, bowiem dzieje się to, co się dziać powinno. Natomiast w wypadku naruszenia tych zasad, jest powód do interwencji, zatem powinniśmy to czynić, karząc niesforną dziatwę, udzielając nagany podwładnemu, który coś zaniedbał lub opowiadając znajomym, jakim okropnym człowiekiem jest nasz współmałżonek.

Jednym z moich szefów był człowiek, odznaczający się niezwykłą powściągliwością, gdy chodziło o wyrażanie uznania za właściwie wykonaną pracę. Miał on zarazem szczególną łatwość do zwracania uwagi, napominania i narzekania na wszystkich. Kiedyś, po zwróconej mi po raz kolejny uwadze, ze względu na to, że było to zrobione w sposób niemiły, a wręcz złośliwy, i ja pozwoliłem sobie na komentarz, że zwierzchnik mój nigdy nie zauważa rzeczy zrobionych właściwie, a zawsze skory jest do wytykania niedociągnięć, na co usłyszałem w odpowiedzi: ten kto pochwał oczekuje, najczęściej na nie zasługuje!

Pozbawianie pochwał osób, z którymi współżyjemy, czy to w pracy, czy w rodzinie jest błędem. Może on wynikać z cech charakterologicznych, z niskiej samooceny lub przeciwnie, samouwielbienia, czy też z nieumiejętności dawania. Dziecko, pozbawione pochwał, wytwarza w sobie często wiecznie niezaspokojony głód akceptacji, poświęcając sporo życiowej energii na udowodnienie rodzicowi lub rodzicom, że jest wartościową osobą, podczas gdy takie zadanie jest niewykonalne. Nic dziwnego, że dla tak wychowanej dziewczynki, gdy sama stanie się matką, bardzo dobra ocena syna nie będzie żadnym osiągnięciem, bo nie będzie celującą; drugie miejsce w turnieju tenisowym nie będzie osiągnięciem, bo młodzieniec nie przyniesie do domu pucharu; a synowa, gdy już syn dorośnie, wprawdzie nie będzie złą kobietą, ale będzie miała kurz w kątach.

Związek emocjonalny z drugim człowiekiem jest obszarem życia, w którym mówienie dobrych, pozytywnych i budujących rzeczy jest ogromnie ważne. Jeśli kochamy, szanujemy i podziwiamy bliską osobę, mówmy jej o tym. Nie obawiajmy się, że wyrażanie miłości zdewaluuje jej wartość. Uczucie, przez jego nazwanie, nie spowszednieje, a wręcz przeciwnie – dozna wzmocnienia. Słowa kocham cię, lub jestem bardzo szczęśliwy, że jesteś ze mną, albo wyglądasz cudownie, najpiękniej ze wszystkich kobiet na sali mogą być dla nas oczywiste, ale w uszach kochanej przez nas osoby zabrzmią jak najpiękniejsza serenada.

Fairy stars

About Janusz Wrobel

Janusz Wróbel - praktykujący psychoterapeuta, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) i "Language and Schizophrenia" oraz tomiku wierszy "Cztery pory tutaj” (http://www.telewizjadetroit.com/products-page/dvd/cztery-pory-tutaj-janusz-wrobel/). Janusz Wróbel - college professor, licensed counselor and psychotherapist, who currently maintains a private practice, "Balance and Harmony." Married with five children. Author of the books "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) and „Language and Schizophrenia” (http://benjamins.com/#catalog/books/llsee.33/main).
This entry was posted in Janusz Wrobel, Psychologia, Szczescie and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply