Mimo wszystko

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

Matka Teresa

Kiedy myślę o przyznawanych co roku Nagrodach Nobla, przypomina mi się bardzo dowcipna i mądra piosenka Wojciecha Młynarskiego, w której opowiada on, między innymi, o grupie “życzliwych” ludzi, próbujących nakłonić Alfreda Nobla do zaniechania pracy nad jego wynalazkiem słowami „i tak prochu nie wymyślisz”. Refren tej piosenki, która niejednemu pomogła przetrwać komunistyczną opresję, ubezwłasnowolniające zniechęcenie oraz typowy dla tego systemu toksyczny i permanentny bałagan, zaczynał się słowami „róbmy swoje”. Jeśli tylko wiedzieliśmy, czego chcemy, pozostając świadomi swoich wartości i będąc zdecydowani pozostać im wierni, hasło „róbmy swoje” nadawało sens naszemu działaniu.

A oto inne skojarzenie. Wysłuchałem niegdyś opowieści starszego zakonnika z Nowego Jorku. Otóż prowadząc samochód na zatłoczonej ulicy, popełnił kiedyś błąd i zajechał drogę młodej kobiecie, która natychmiast zareagowała, „pokazując palec” niefrasobliwemu mnichowi. Mężczyzna ze wstydem wyznał, że w pierwszej chwili miał ochotę odpowiedzieć tym samym, ale bardzo szybko się zreflektował – „zaraz, zaraz, osoba duchowna, popisująca się wulgarnym gestem wobec kobiety?” Zakonnik czuł jednak, że jakoś powinien zareagować. Nie zastanawiając się długo, zrobił coś, co było dla niego naturalne; coś, co zwykł czynić w ciągu dnia wielokrotnie – a więc znak krzyża. Dziewczyna, widząc to, była tak bardzo zaszokowana, że o mało co nie wjechała w samochód jadący przed nią. Spotkało ją coś tak nieoczekiwanego, że w przyszłości może zawahać się przed decyzją wykonania prymitywnego gestu, myśląc: „kto wie, co może mnie spotkać tym razem?”

“Gdybym zachował się tak jak ona,” – wyjaśnił zakonnik, – “moje postępowanie byłoby reaktywne, pozwoliłbym narzucić sobie obce mi i wulgarne wzorce. W rezultacie czułbym się winny, miałbym zepsuty dzień i zdradziłbym wartości, którym hołduję. Nie uczyniłem tego, postąpiłem w zgodzie z moimi standardami, w sposób proaktywny”.

Nietrudno będzie nam odnieść się do przytoczonego zdarzenia. Pewnie nieraz zdarzało się nam doświadczać zniewagi, poniżającego komentarza lub chamskiej zaczepki. Oczywiście można je zignorować i czasem taka jest najlepsza odpowiedź. Ale są okoliczności, w których trzeba zareagować, nie ulegając jednak pokusie zniżenia się do poziomu osoby, która nas obraża. W momencie bowiem, w którym działamy reaktywnie, zapominając o swoich standardach, niczym się nie różnimy od naszego przeciwnika; a to, kto zaczął, przestaje mieć znaczenie.

Wierność swoim zasadom, poglądom; swojemu, by użyć określenia Krzysztofa Kieślowskiego, kompasowi moralnemu, stanowi czasem prawdziwe wyzwanie. Bywa, że okoliczności stawiają przed nami zaporę, której pokonanie wymaga prawdziwego heroizmu. Oczywiście, czasami nie jesteśmy w stanie tego zrobić, ale to nie powinno zburzyć naszego systemu wartości i następnym razem musimy wierzyć, że się nam uda.

By dodać czytelnikom otuchy i zachęty do podejmowania tego codziennego heroizmu, chciałbym przytoczyć mądre i piękne słowa Matki Teresy, która prawie nieustannie musiała się w swym życiu (i jak okazuje, nawet po śmierci – mam na myśli zniesławiającą Matkę Teresę książkę Christophera Hitchensa) zmagać z nieprzyjaznymi Jej i Jej misji ludźmi i okolicznościami:

Ludzie są często nieracjonalni, nielogiczni i skupieni na sobie;

Wybacz im mimo wszystko.

 

Jeśli jesteś miły, ludzie mogą oskarżyć cię o samolubne, niskie pobudki;

Bądź miły mimo wszystko.

 

Jeśli odniesiesz w tym, co robisz, sukces, zdobędziesz paru fałszywych przyjaciół i kilku prawdziwych wrogów;

Dąż do sukcesu mimo wszystko.

 

Jeśli jesteś uczciwy i otwarty, ludzie mogą cię oszukać;

Bądź uczciwy i otwarty mimo wszystko.

 

To, co budowałeś latami, ktoś może zburzyć w ciągu jednej nocy;

Buduj mimo wszystko.

 

Jeśli odnalazłeś wewnętrzny spokój i szczęście, inni mogą być zazdrośni;

Bądź szczęśliwy mimo wszystko.

 

O dobru, które czynisz dzisiaj, ludzie często zapomną jutro;

Czyń dobro mimo wszystko.

 

Daj światu najlepsze, co masz, a i to może nie być wystarczające;

Mimo wszystko, daj światu najlepsze, co masz.

 

Widzisz: w ostatecznym rozrachunku, to wszystko rozgrywa się i tak między tobą, a Bogiem;

W gruncie rzeczy, to tak naprawdę, ta gra nigdy nie toczyła się między tobą, a nimi.

 

Mimo wszystko, „oni” – inni ludzie, w swej większości są bez wątpienia dla nas największym ziemskim darem. Choć są i tacy, którzy ciężko pracują nad tym, by pokrzyżować nasze plany. Cóż nam wtedy zostaje? Robić swoje. Mimo wszystko.

 

Mimo wszystko - ilustracja

About Janusz Wrobel

Janusz Wróbel - praktykujący psychoterapeuta, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) i "Language and Schizophrenia" oraz tomiku wierszy "Cztery pory tutaj” (http://www.telewizjadetroit.com/products-page/dvd/cztery-pory-tutaj-janusz-wrobel/). Janusz Wróbel - college professor, licensed counselor and psychotherapist, who currently maintains a private practice, "Balance and Harmony." Married with five children. Author of the books "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) and „Language and Schizophrenia” (http://benjamins.com/#catalog/books/llsee.33/main).
This entry was posted in Janusz Wrobel, Psychologia, Szczescie and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply