„Życie pozostawia blizny na każdym z nas…”

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

Co jakiś czas słyszymy o czymś, jesteśmy świadkami czegoś lub sami doświadczamy wydarzenia, o którym myślimy: „to by się nadawało na scenariusz filmowy”, lub nawet: „scenarzysta by na coś takiego nie wpadł”. I istotnie, życie czasami przerasta naszą wyobraźnię. Kiedy lata temu jechałem na świąteczny turniej piłkarski dwunastolatków, przez myśl mi nie przeszło, że będę świadkiem emocji, które swym dramatyzmem dorównają finałom piłkarskich mistrzostw świata. A było to tak: w turnieju brały udział cztery drużyny – dla łatwiejszego śledzenie przebiegu zdarzeń, nazwijmy je Orły, Biali, Czerwoni i Zieloni. W meczach eliminacyjnych, każda drużyna rozegrała trzy spotkania. Niepokonanym zespołem okazały się Orły, które wysoko wygrały z Zielonymi i Czerwonymi, a Białych pokonały 4:3. Biali podobnie wysoko rozgromili dwie pozostałe drużyny. Do finału stanęli więc Biali i Orły, rozgrywając tym samym drugie, rewanżowe spotkanie. Mecz zakończył się remisem 3:3 dzięki, między innymi, znakomitej dyspozycji bramkarza Orłów, który po raz drugi już w trakcie tego turnieju, obronił karnego. Obserwujący mecz rodzice nie byli pewni, co będzie dalej. Po chwili na środek boiska przyniesiono pudełko z medalami dla zwycięzców, a że w pierwszym meczu z Białymi Orły strzeliły więcej bramek, to zaświtała nadzieja, że medalami odznaczone zostaną właśnie one. Okazało się jednak, że o zwycięstwie rozstrzygną rzuty karne. Wyznaczono po pięciu zawodników z każdej drużyny. Emocje i nerwy paraliżowały jednak nawet najlepszych strzelców obu zespołów i piłka wędrowała nie tylko do siatki, ale ponad nią, obok niej lub uderzała w poprzeczkę. Po pięciu próbach drużyny zakończyły zmagania kolejnym remisem. Następnym, strzelającym z sukcesem, zawodnikiem Orłów był ich bramkarz. Następił kolejny remis i znowu byliśmy w punkcie wyjścia. Strzelił piłkarz Orłów, ale piłka nie trafiła do bramki. Cała nadzieja była teraz w bramkarzu, który kolejny raz obronił karnego! Niestety, za parę sekund piłka, już po jej wybiciu i poza kontrolą obrońcy, przekroczyła linię bramki. Biali wpadli w szał radości, Orły się rozpłakały. Słodki smak zwycięstwa, którego już doświadczyli, zastąpiła gorycz porażki.

Gracze Orłów doświadczali dziwnego uczucia konfuzji – byli niepokonaną drużyną turnieju, a z boiska zeszli przegrani. Trudno im było zrozumieć, jak mogło do tego dojść. Turniejowe rozgrywki skończyli zawiedzeni, ale też bogatsi o doświadczenie, choć bolesne. Dowiedzieli się, że czasem to, co wydaje się pewne, w jednym momencie może być zdmuchnięte przez nieprzewidywalny wiatr nieustannie dziejącej się historii. A kiedy będą już mieli swoje pociechy i zamiast strzelania i bronienia bramek będą kibicami drużyn ich własnych synów, będą wiedzieć nawet więcej; świadomi wówczas, że nie ma życia bez bólu, błędów, nieszczęść, żalu i niespełnionych marzeń i tęsknot. Będą też, być może, wiedzieć, że nie ma skutecznych zabezpieczeń przed porażkami, cierpieniem i zranieniem przez drugiego człowieka. Posiądą też zapewne wiedzę i o tym, że im bardziej próbujemy w każdym calu kontrolować życie, im mniej tolerancji mamy na jego nieprzewidywalne zawirowania, im bardziej osobiście traktujemy wybory innych, które nie są po naszej myśli – tym bardziej zapraszamy do siebie gorycz, frustrację i generalne niezadowolenie z życia. Nauczą się, choć pewnie nie wszyscy, kojącej pokory wobec przeciwności losu i gorącej wdzięczności za jego dary, których doświadczamy przecież każdego dnia.

Nikt, kto jest za nadzieją, a przeciwko rozpaczy, nie zaprzeczy, że trzeba mieć marzenia, próbować po nie sięgać, a gdy już są nasze – kreować nowe. Pragnienie zaspokojenia tęsknot i zrealizowania naszych planów niech będzie światłem latarni, które w naszej żegludze przez życie wskazuje brzegi lądu, do którego mamy nadzieję dopłynąć – nie może jednak być ono naszą busolą. O niej stanowią przekonania i wartości, które sobie obraliśmy i którym próbujemy być wierni. Cel, bowiem, i środki, jakich używamy do jego osiągnięcia, to dwie różne rzeczy.

A wracając do świątecznego turnieju. Teoretycznie, Orły mogły sobie „kupić” zwycięstwo, używając zimnej kalkulacji. Mogły na przykład „pozwolić” Zielonym ich „pokonać”, by w ten sposób wyeliminować Białych i w finale zagrać z Zielonymi. Mogłyby. Ale Orły tak nie grają.

About Janusz Wrobel

Janusz Wróbel - praktykujący psychoterapeuta, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) i "Language and Schizophrenia" oraz tomiku wierszy "Cztery pory tutaj” (http://www.telewizjadetroit.com/products-page/dvd/cztery-pory-tutaj-janusz-wrobel/). Janusz Wróbel - college professor, licensed counselor and psychotherapist, who currently maintains a private practice, "Balance and Harmony." Married with five children. Author of the books "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) and „Language and Schizophrenia” (http://benjamins.com/#catalog/books/llsee.33/main).
This entry was posted in Szczescie and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply