Troska o samego siebie

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

Mam takie wspomnienie z dzieciństwa: zbliża się Boże Narodzenie, siedzimy z mamą przy kuchennym stole, a przed nami pomarańcza. Nie bardzo jestem pewien, co to jest, ale dowiaduję się, że to owoc do zjedzenia. Mama obiera pomarańczę, a ja dziwię się, że ma tak grubą skórkę. Wreszcie kładzie ją przede mną i mówi: jedz synku. A ty, mamo? pytam się – a ja nie muszę – pada odpowiedź. Mam sam zjeść całą? – dopytuję się z niedowierzaniem i słyszę jeszcze raz, że mam zabrać się za jedzenie. Jem, smakuje mi, choć jest mi przykro, że mama nie je – mimo tego jednak zjadam ją całą.

Tak zwane odejmowanie sobie od ust ma czasem sens, ale tylko w sytuacjach ekstremalnych – np. gdy panuje głód, który zagraża życiu dziecka (na szczęście takich wspomnień oszczędził mi los). Choć wyrzeczenia, których dokonują rodzice dla dzieci są spodziewaną i naturalną, jakkolwiek trochę trudniejszą częścią błogosławieństwa, którym jest bycie matką lub ojcem; powinny one podlegać kontroli. Jej kryterium jest zdrowy rozsądek i balans, dzięki którym unikniemy niezdrowego cierpiętnictwa. Gdy zostanie on naruszony poprzez uporczywe i nieuzasadnione poświęcenia ze strony rodziców na rzecz ich potomstwa, ucierpią na tym wszyscy. Z jednej strony dorośli, którzy zaniedbują się i nie troszczą o zaspokojenie swoich potrzeb, staną się z czasem zgorzkniałymi i rozżalonymi ludźmi, i będzie to rzutować na jakość życia ich dzieci, któż bowiem nie wolałby mieć szczęśliwych rodziców? Z drugiej strony, dzieci wzrastające w poczuciu, że są najważniejsze i że wszystko im się należy, będą na najlepszej drodze do poważnych życiowych problemów, jeśli nie wręcz do katastrofy.

Kiedy przyjechałem do Stanów i dowiedziałem się od mojego amerykańskiego, bogatego znajomego, że jego dorosły syn na skutek niefrasobliwie zaciągniętych długów będzie ogłaszał bankructwo, nie mogłem uwierzyć, że ojciec nie zamierzał pomóc swemu dziecku. Dziś, gdy dowiaduję się od mojego polskiego, zamożnego znajomego, że regularnie spłaca długi swojego dorosłego syna, też nie mogę uwierzyć – ale w to, że to robi. Jak widać, trochę mi czasu zajęło, zanim pozbyłem się kulturowego obciążenia cierpiętniczym stylem „dbania” o „dobro” dzieci.

Kwestia zatroszczenia się o swoje własne potrzeby niestety dla wielu osób pozostaje sferą wstydliwą – uważają oni, że troska o siebie jest wyrazem egoizmu i samolubstwa. Tymczasem już Jezus napominał nas, byśmy kochali biźniego swego jak siebie samego. Zdrowa akceptacja i miłość siebie jest przecież warunkiem wstępnym umiłowania innego. Zapominamy o zasadzie zakładania maski tlenowej na pokładzie samolotu w przypadku niebezpieczeństwa – instrukcja jej użycia wyraźnie wskazuje na konieczność zadbania najpierw o siebie po to, by być później w stanie pomóc innym.

Opacznie pojęte szlachetne wezwanie, by zadbać o biźniego, prowadzić może do realnej szkody. Możemy pomyśleć o zapracowanym mężu, który poświęca wszystkie swoje siły na to, by zapewnić rodzinie najwyższy możliwy poziom materialny, a któremu w związku z tym już nie starcza czasu na to, by inaczej, niż finansowo, zadbać o żonę. W rezultacie trafia się inny mężczyzna, któremu nie brakuje czasu na obdarzenie cudzej żony zainteresowaniem i komplementami… Albo o urobionej po uszy żonie, która jest dumna z tego, że dom pachnie i lśni – tylko, że jest już zbyt zmęczona na to, by zadbać o swój wygląd i za bardzo wyczerpana, by mieć ochotę na seks z mężem…

By efektywnie pomóc innym, musimy najpierw nauczyć się, jak pomóc sobie. Osobę, która jest zadowolona z życia, zadbana fizycznie, w dobrym i pozytywnym usposobieniu, miło jest mieć koło siebie, bowiem nastraja optymistycznie do życia, inspiruje pogodą ducha i dodaje otuchy. Inwestycja w siebie nie jest przejawem egoizmu – wręcz przeciwnie, bierze pod uwagę innych. Dzieci, które mają szczęśliwą mamę, same są szczęśliwsze, radosna żona jest inspiracją dla jej męża, zadowolony pracownik, to osoba bardziej produktywna, itd. Takiego jednak natchnienia nie doznamy od kogoś, kto zaniedbał i wypalił siebie w źle pojętej trosce o innych. Mimo, iż zawdzięczamy mu lub jej określoną pomoc; mimo, iż doceniamy jego czy jej wysiłek, to ciąży nam to poświęcenie i może nawet w rezultacie przyciąć nam skrzydła.

W następnym odcinku podzielę się z Czytelnikami konkretną listą wskazań, które podsumują najważniejsze składniki właściwej troski o siebie w sferze fizycznej, psychicznej, emocjonalnej i duchowej naszego życia. Ale już dziś zachęcam do próby odpowiedzenia na pytanie: czy pamiętam o tym, by o siebie właściwie zadbać?

About Janusz Wrobel

Janusz Wróbel – praktykujący psychoterapeuta, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek “Contact” (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) i “Language and Schizophrenia” oraz tomiku wierszy “Cztery pory tutaj” (http://www.telewizjadetroit.com/products-page/dvd/cztery-pory-tutaj-janusz-wrobel/).

Janusz Wróbel – college professor, licensed counselor and psychotherapist, who currently maintains a private practice, “Balance and Harmony.” Married with five children. Author of the books “Contact” (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) and „Language and Schizophrenia” (http://benjamins.com/#catalog/books/llsee.33/main).

This entry was posted in Szczescie and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply