Ocalić najcenniejsze

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

Rzuca nas los, inni ludzie albo sami się rzucamy na fale emigracji, które niosą nas w nieznany świat. Los, to często wir historii, tak jak to miało miejsce po drugiej wojnie światowej, gdy dla wielu polskich żołnierzy powrót do kraju oznaczał więzienie, tortury lub nawet utratę życia. W tej kategorii mieszczą się też niektórzy członkowie emigracji solidarnościowej, gdy w stanie wojennym stosowano wobec nich emigracyjny szantaż. Oczywiście, za historycznym zawirowaniem stali konkretni ludzie, odpowiedzialni za narzucenie Polsce niechcianego, opresyjnego systemu, lecz bez sprzyjającym im warunkom historycznym, więc losowi, nie byliby w stanie mieć takiego wpływu na życie innych ludzi. Gdy mowa o osobach zabranych na stałe za granicę, gdy byli dziećmi, lub urodzonych w polskich rodzinach, lecz poza granicami Polski, to o ich emigracji decydowali inni ludzie, czyli rodzice. Wreszcie, wśród czytających te słowa jest wiele osób, które same z własnej, często nieprzymuszonej woli zdecydowały się wyemigrować z kraju. Chociaż więc źródła emigracji są wielorakie, osoby będące emigrantami lub ich dziećmi, łączy jednak wspólne doświadczenie emigracyjne.

Jak ono się potoczy, w dużej mierze zależy od kondycji psychicznej osób przebywających na stałe poza granicami kraju. Ciekawego przykładu odmiennego podejścia do życia w adoptowanej ojczyźnie dostarczył interesujący artykuł Haliny Massalskiej „Polak na emigracji”, opublikowany przez pismo „Obecni”, wydawane przez Wyższe Seminarium Duchowne w Kielcach. Autorka opisała w nim losy rodziny, która trafiła do Stanów po wygraniu zielonej karty na loterii, przywożąc do metropolii detroickiej trzech synów. Najstarszy syn trafił do miejscowego uniwersytetu, młodszy został uczniem szkoły średniej, a najmłodszy, szkoły podstawowej. Po dwóch latach pobytu w Stanach, najlepiej zaadoptował się do polsko-amerykańskiej rzeczywistości najmłodszy brat, który został przyjęty do liceum z rozszerzonym programem sportowym. Swój talent piłkarski z sukcesem spożytkował w polonijnym klubie piłkarskim „Biały Orzeł”, był lubianym i cenionym w gronie polonijnej młodzieży. Najstarszy brat stopniowo asymilował się z pomocą polonijnej narzeczonej, radził sobie na studiach i… tęsknił za krajem, co dowcipnie ujmuje słowami, które przytaczam za H. Massalską:

Jest nawet fajnie, wszystko dobrze, ale żeby tak jeszcze można tę kałużę przeskoczyć, kiedy się chce.

Natomiast średniemu z braci, emigracja wyraźnie nie posłużyła. Po ukończeniu amerykańskiej szkoły średniej zdecydował się na powrót do Polski, gdzie podjął studia. Tak potoczyła się historia trzech żyć trzech młodych chłopców, wychowujących się w tej samej rodzinie, pielęgnującej polskie tradycje na obczyźnie, w tak różny sposób przystosowujący się (lub nie) do rzeczywistości kraju osiedlenia.

Gdy chodzi o przeżycia młodych ludzi, którzy trafili na kontynent amerykański, niezwykle interesującej ilustracji ich losu dostarczył film „Ocean of Pearls”. Ten pierwszy amerykański film, wyreżyserowany przez wyznawcę religii sikh, doktora Saraba Neelama, gastrologa, który praktykuje w szpitalu Beaumont w Troy, jest opowieścią autobiograficzną, opartą na losach reżysera i zarazem autora scenariusza filmu. Jego rodzice, uciekając przed brytyjskimi prześladowaniami sikhów w okresie podziału Indii na dwa kraje, osiedlili się w Kanadzie, w Toronto. Obecnie jest na świecie około 24 miliony wyznawców sikhizmu, religii powstałej w XV wieku, w Indii, a założonej przez Guru Nanak. Religia ta ma w sobie zarówno elementy hinduizmu, jak i islamu, Sikhizm przywiązuje wielką wagę do przestrzegania kodu moralnego oraz odpowiedniego wyglądu ich wyznawców. Jeśli chodzi o ten ostatni aspekt, mężczyźni nie mogą od swego urodzenia obcinać włosów. Ze względu na ich długość, noszą tradycyjne turbany. Gdy chodzi o najważniejsze zasady moralne, głównym obowiązkiem wyznawcy sikhizmu jest służenie innym. Bohater filmu, Dr Amrit Singh, wybitny chirurg, transplantator, dostaje ofertę, tzw. „nie do odrzucenia”, pracy w Detroit. Rzeczywistość nie dorasta lukratywnej ofercie i bohater filmu staje przed niemożliwym wyborem – albo będzie wypełniał nakaz swej religii służenia innym, ale by to czynić, musi złamać inny jej nakaz dotyczący jego wyglądu; albo przekroczy jej przepis (w tym wypadku zetnie włosy i zaprzestanie noszenia turbanu) i będzie dzięki temu mógł skutecznie kontynuować swą misję pomagania innym. Jakiego wyboru dokonał dr Ambit? O tym dowiecie się Państwo, kiedy obejrzycie film, a naprawdę warto.

A wracając do nas, do emigrantów, do naszych wyborów. Czy warto poświęcić część z nas, którą przenieśliśmy przez ocean, by uczynić nasze życie tutaj łatwiejszym? Czy może powinniśmy potrudzić się trochę i unieść z sobą przez nie nasz, choć przyjazny grunt, cząstkę naszej przeszłej tożsamości? Odpowiedź należy do czytelnika.

Zanim się rozstaniemy, chciałbym zacytować fragment powieści Kornela Makuszyńskiego „O dwóch takich co ukradli księżyc”:

Człowiek, który wychodzi z domu na obczyznę, ciągnie za sobą przez świat cieniutką, niewidzialną niteczkę. Jej początek przywiązany jest do drzwi rodzinnego domu, a nić odwija się z serca jak z czerwonego kłębka. Czasem tylko śmierć, bardzo smutna, przecina nożycami tę niteczkę purpurową. (…) Nie wiedzieli tego nieszczęśni chłopcy, że czasem dusza człowieka musi się napić ze świętego źródła wspomnień, aby się orzeźwić, kiedy jest zmęczona, aby ozdrowieć, jeśli jest chora.

P.S.

Janusz Wróbel „Drzewo

Mijają lata, systemy, fascynacje, uczucia, a co najdotkliwsze – przemijają ludzie, którzy byli dla nas ważni. Każda zmiana żłobi nową rysę, a przekształcająca się faktura albo otwiera się na nowe byty, albo obumiera stare. Gdy stajemy wobec konieczności przystosowania się do nowych okoliczności, ludzi, oczekiwań, mód lub zmodyfikowanych rzeczywistością marzeń, musimy jakby stawać się na nowo. Przykładem takiej szczególnie dramatycznej zmiany może być emigracja.

Jak bardzo musimy się zmienić, by przetrwać – pytanie to, jak cień, towarzyszy ekscytacji doświadczania nowego życia. Ale mieć nowe życie, to też ząbkować drugi raz, uczyć się chodzić i mówić raz jeszcze. To przebudowywać swoją tożsamość tak, by nie uszkodzić tego, co powinno pozostać w nas do końca, bez względu na miejsce pracy czy pobytu. A jest tym czymś poczucie, że żyje się w zgodzie z sobą; tym, w co wierzymy i wartościami, które szanujemy.

About Janusz Wrobel

Janusz Wróbel - praktykujący psychoterapeuta, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) i "Language and Schizophrenia" oraz tomiku wierszy "Cztery pory tutaj” (http://www.telewizjadetroit.com/products-page/dvd/cztery-pory-tutaj-janusz-wrobel/). Janusz Wróbel - college professor, licensed counselor and psychotherapist, who currently maintains a private practice, "Balance and Harmony." Married with five children. Author of the books "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) and „Language and Schizophrenia” (http://benjamins.com/#catalog/books/llsee.33/main).
This entry was posted in Emigracja, Psychologia, Szczescie and tagged , , , , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply