Radość Księdza Bonieckiego

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

W pewnej afrykańskiej wiosce panowała dotkliwa susza. Przez pół roku nie spadła ani jedna kropla deszczu. Starszyzna plemienna zebrała się i uradziła, że trzeba zatrudnić zaklinacza deszczu. Kiedy czarownik przybył, zapytano go, czy czegoś potrzebuje przed przystąpieniem do pracy, a on poprosił, by udostępniono mu chatę na obrzeżach wioski, gdzie mółgby samotnie spędzić trzy dni. Mimo, iż życzenie wydało się być raczej dziwaczne, spełniono je. Na trzeci dzień, pod wieczór, spadł rzęsisty deszcz. Uradowni mieszkańcy udali się do zaklinacza, by mu podziękować i zapytać, jak tego dokonał. „Przez trzy dni pracowałem nad tym, by uzyskać wewnętrzny spokój. Wiedziałem, że kiedy go osiągnę, również i w naturze wszystko się uporządkuje. I tak też się stało” – wyjaśnił przybysz.

Historia ta przypomniała mi się, kiedy czytałem książkę „Lepiej palić fajkę, niż czarownice…”, jako że emanuje z niej spokój, poczucie dystansu wobec tematu i łagodność, właściwa pióru, które wolne jest od pułapek rozemocjonowania, ferowania wyroków i łatwego potępiania. Autor jej posiadł sztukę podejmowania wysiłku zrozumienia motywów i sposobu myślenia osoby, której poglądów, choć nie podziela, to automatycznie nie piętnuje. A, że pisze o bieżących sprawach obecnych w życiu społeczno–politycznym Polski, jego niekonfrontacyjny styl szczególnie odbiega od typowych, czyli odznaczających się napastliwością, jeśli nie wręcz nienawiścią komentarzy, jakie czytamy w polskiej prasie. „Ks. Adam Boniecki, (bo o nim tutaj mowa), jest człowiekiem, który cieszy się wewnętrznym spokojem” – myślałem sobie, czytając fascynujący zbiór komentarzy, które pomieścił w ostatnich trzech latach w „Tygodniku Powszechnym”, wpierw jako jego Redaktor Naczelny, później (i w dalszym ciągu), jako Redaktor Senior.

Chciałbym w tym krótkim omówieniu podkreślić te wątki, które dla mnie były szczególnie ważne, a przedstawię je chronologicznie, w porządku, w jakim pojawiły się w książce.

Pojednanie. W historii każdego narodu są rozdziały, które nazywamy „rachunkiem krzywd”. O wiele z nich można by się dochodzić latami i nawet gdyby ciało niezawisłe wydało o nich osąd, mógłby on się wydać niesprawiedliwy dla jednej ze stron, a czasem i dla obu. Czasami jest dużo łatwiej, gdy idzie o wskazanie winowajcy i ofiary – tak było i jest z winą naszych zachodnich sąsiadów za zbrodnie wojenne. Ks. Boniecki otwarcie pisze, że do 1965 roku żywił bolesne uprzedzenia do „wszystkiego, co niemieckie”. Kiedy jednak spotkał Niemców, przedstawicieli „Akcji Znaku Pokuty”, przełamał w sobie niechęć i zaczął się z nimi modlić. Oto niezwykle ważna refleksja kogoś, kto potrafił w swym sercu „uzdrowić” swą pamięć:

(…) Droga budowania wspólnoty prowadzi przez pokorę tych, którzy cierpieli: niech się nie wynoszą z racji cierpienia, i tych, którzy niosą ciężar strasznych wydarzeń swojej historii: niech nie tracą energii na odżegnywanie się od tego, w czym rzeczywiście sami nie uczestniczyli, ale niech raczej skupią się na tym, żeby zrozumieć.

Nadzieja. Chociaż Kościół, w boskiej perspektywie uczy nas, że najważniejszym świętem jest Wielkanoc, w naszym ludzkim rozumowaniu ważniejsze (i weselsze!) wydaje się być obchodzenie Bożego Narodzenia – wówczas przecież narodził się Zbawiciel. Całe Jego późniejsze życie zmierzało do nieuchronnego tragicznego końca – ukrzyżowania i śmierci, czego upamiętnieniem jest Wielki Tydzień. Ksiądz Boniecki przypomina czytelnikowi, że śmierć wcale nie wieńczy cierpienia Chrystusa:

Kto widzi tylko cierpienie i grób (pusty, pełny, wszystko jedno), ten, pogrążony w smutku, odchodzi od nadziei, nie wiedząc, że już jest Niedziela Zmartwychwstania, że wschodzi światło, tyle że nie tam i nie takie, jak to sobie wyobrażał.

Znaki Pana Boga. Pozwolę sobie nawiązać do mojego ostatniego tekstu, w którym przytaczałem dwie kardynalne zasady odczuwania szczęścia: świadomość wszystkiego dobrego, co nas spotyka, i odczuwania współczucia wobec cierpienia innych. Gdyby dobrze rozejrzeć się wkoło, na pewno udałoby się dostrzec wiele drobnych, ale jednoznacznie pozytywnych rzeczy, które, niestety, często są ukryte za niedogodnościami, urastającymi do niezasłużonych rozmiarów. Pisze nasz autor:

Wzywamy Ducha Świętego, ale może czasem zamiast wzywać, powinno się szerzej otworzyć oczy i natężyć uszy, by nie przeoczyć Jego obecności. Bo potrafi być w miejscach (ludziach), w których ze złego przyzwyczajenia ani Go się nie spodziewamy, ani nie szukamy.

Życie, czy jakość życia? Wiele mówi się o kryzysie demograficznym, który dotyka Europę, w tym, w sposób dotkliwy, i Polskę. Ksiądz Kardynał Kazimierz Nycz, wypowiadając się dla ostatnio dla telewizji „Polonia”, nawiązał do konfliktu narosłego wokół wydłużenia wieku emerytalnego, wskazując na to, że rządowe rozwiązania pomijają kwestię przyrostu naturalnego – jego wzrost w sposób naturalny przyczyniłby się do powiększenia liczby osób, które będą w wieku produkcyjnym, kiedy trzeba będzie zapracować na rosnącą liczbę ludzi, przechodzących na emeryturę. Przypomniał prorocze ostrzeżenie Jana Pawła II, sprzed dwudziestu lat (kiedy w Polsce rodziło się dwukrotnie więcej dzieci niż obecnie), by udogodnienia wolności i pragnienia życia w dobrobycie nie przełożyły się na kurczenie się narodu. Ks. Boniecki napisał:

Jeśli się zaczyna od założenia, że wartością priorytetową jest nie życie, ale „jakość życia”, i eliminuje się (przed urodzeniem) istoty genetycznie słabe czy kalekie, stopniowo może pojawić się pokusa dalszego poprawiania „jakości” przez eliminację osobników, o których się mówi, że „nie wiadomo, po co żyją”.

Źródła chrześcijańskiej radości. W spokoju ducha, w nieustannej pracy dla innych, i we współczującej łagodności upatrywałem główne źrodła optymizmu i pozytywnego nastawienia Redaktora Seniora, zanim nie przeczytałem tych niezwykle ważnych słów:

Źródłem chrześcijańskiej radości nie jest ani temperament, ani poczucie humoru, ani szczęśliwe dzieciństwo, ani zdrowa wątroba. Jej jedynym źródłem jest wiara w siłę dobra, ale nade wszystko w to, że ostatecznie zło zostanie pokonane, że skruszonemu grzechy są przez Boga odpuszczone, że żadne dobro się nie zmarnuje, że wszystkie udręki znajdą swój sens w oczach Bożych i ostatecznie przeminą.

Takie są też źrodła radości księdza Adama Bonieckiego, który osiągnął jeden z największych luksusów w życiu, a mianowicie odwagę na to, by być sobą. Nic dziwnego, że tak bliskie mu są słowa Alberta Camusa: „Dialog mogą prowadzić tylko ludzie, którzy pozostają sobą i są prawdomówni”.

Czekam z niecierpliwością na następną książkę.

About Janusz Wrobel

Janusz Wróbel - praktykujący psychoterapeuta, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) i "Language and Schizophrenia" oraz tomiku wierszy "Cztery pory tutaj” (http://www.telewizjadetroit.com/products-page/dvd/cztery-pory-tutaj-janusz-wrobel/). Janusz Wróbel - college professor, licensed counselor and psychotherapist, who currently maintains a private practice, "Balance and Harmony." Married with five children. Author of the books "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) and „Language and Schizophrenia” (http://benjamins.com/#catalog/books/llsee.33/main).
This entry was posted in Janusz Wrobel, Psychologia, Szczescie and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

3 Responses to Radość Księdza Bonieckiego

  1. Pingback: Pianino Online

  2. Diovalda says:

    great ideas. have just found you here, and will bookmark to come back.

  3. Would love to forever get updated outstanding blog!

Leave a Reply