Odchudzanie noworoczne

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

Co roku powtarza się ten sam rytuał. Najpierw stroimy choinkę, potem uzupełniamy zakupy, bo brakuje jeszcze dwóch prezentów, następnie kleimy uszka wigilijne, łamiemy się opłatkiem, ze wzruszeniem śpiewamy „Bóg się rodzi” na pasterce, przygotowujemy się na Sylwestra, by wreszcie zrobić postanowienie noworoczne o zrzuceniu przynajmniej 6 kilogramów. I choć ubywa nam w dosyć szybkim tempie 3 kilo, to wkrótce odrabiamy to z nawiązką, tak, że rok później, trzeba postanowienie odchudzania modyfikować, co najmniej do 10 kilogramów. Co zrobić, by te zaklęte, powtarzane co roku koło, skutecznie przerwać?

Jeśli liczycie Państwo, że podzielę się zaraz z Wami nową, rewelacyjną dietą cud – to niestety, muszę Was rozczarować. Diety nie będzie, ale za to parę zdroworozsądkowych uwag, które mogą okazać się skuteczne. Przede wszystkim, przestańmy bać się jeść. Jeść musimy, by żyć. Chorobliwe niejedzenie prowadzi do poważnych zaburzeń zdrowia, a czasami, jak pokazał smutny przypadek francuskiej aktorki i modelki, dwudziestoośmioletniej Izabelli Caro – do śmierci. Nie możemy winić się za to, że jemy. Fakt spożywania posiłku nie powinien prowadzić do stresu, bowiem wielu ludzi odreagowuje stres… no właśnie – jedzeniem! Wystarczająco wiele pomyłek mniejszych i większych przytrafia się nam z dosyć sporą regularnością, by obarczać się jeszcze poczuciem winy za to, że zapewniamy naszemu organizmowi konieczną ilość kalorii, witamin i minerałów. Jak zwykle, tajemnica tkwi w balansie – a obżarstwo i opilstwo niech słusznie pozostaną grzechem.

Kiedy więc już uwolniliśmy się od poczucia moralnego kaca za to, że zjedliśmy śniadanie, spróbujmy przerzucić się z myślenia „jestem na diecie!”, na mantrę „jem zdrowo!” Zaangażujmy czas, pomyślunek i trochę grosza w to, by nie wrzucać w siebie przetworzonych, przesłodzonych i przetłuszczonych produktów, a raczej żywność bardziej naturalną. A kiedy już mamy na talerzu właściwą strawę, zadbajmy o to, by mieć czas na to, by jej nie spałaszować, tylko spożyć; by podana była na uprzątniętym stole i na ładnym talerzu; by była estetycznie podana; by, gdy jemy, telewizor odpoczywał, radio nie ryczało, a gazeta spokojnie czekała, aż wypijemy kawę. To wszystko zapobiegnie mechanicznemu, bezmyślnemu jedzeniu. Niech się nam nie spieszy – jedząc wolniej, spokojnie i solidnie przeżuwając, nie tylko pomożemy żołądkowi w trawieniu, ale i mózgowi, który potrzebuje czasu na to, by dotarły do niego sygnały z żołądka, prowadzące do uczucia sytości. A jeśli trudno nam opanować nawyk „szuflowania” łyżką, spróbujmy odkładać ją lub widelec po każdym kęsie, w ten sposób wydatnie przedłużając trwanie czynności jedzenia. Jest ono przecież jedną z zasadniczych przyjemności, które oferuje nam życie. Dlaczego więc sobie jej nie wydłużyć? Powiecie, że nie macie czasu na to, by do jedzenia usiąść, by zjeść z klasą, z nabożeństwem, z myślą o tym, że właśnie karmimy organizm tym, czego naprawdę potrzebuje, by prawidłowo funkcjonował – na co ja odpowiem: wstańcie 15 minut wcześniej. Gwarantuje, że się opłaci. Trudno nie zgodzić się tutaj z Janem Pietrzakiem, który w swej piosence stwierdza, że „życie jest za krótkie, by jeść byle jak”.

Sprawy, o których piszę są poważne, bowiem powtarzane co 12 miesięcy, noworoczne usiłowania, by coś w sobie zmienić na dobre, powinny prowadzić do satysfakcji; do tego, byśmy poczuli, że jesteśmy trochę lepsi, a nie gorsi. Zamiast więc przedsiębrać zbyt wiele i na dużą skalę, rozłóżmy sobie sprawę poprawy jakości jedzenia na cały rok – stopniowo eliminując niekorzystne nawyki. Oto przykład małych kroków, które, gdy się złoży je razem, mogą stworzyć mapę, prowadzącą do skutecznej zmiany tych nawyków, niesłużących naszemu zdrowiu. Oto kilka z nich. Który będzie pierwszym, zależy od Czytającego – on lub ona znając siebie, najlepiej będzie wiedziała, od czego należałoby zacząć:

  • spróbujmy jeść zdrowiej;
  • postarajmy się jeść wolniej;
  • zadbajmy o estetykę stołu;
  • wystrzegajmy się objadania się na noc;
  • nie czytajmy i nie oglądajmy telewizji przy jedzeniu;
  • unikajmy tzw. bufetów, gdzie można jeść, ile dusza zapragnie;
  • powstrzymajmy się od picia słodkich napojów, tzw. „pops”, pijąc więcej wody;
  • bądźmy ostrożni ze słodyczami;
  • uprawiajmy regularnie przynajmniej trochę gimnastyki.

Pisząc te uwagi i podjadając ulubionymi truflami z czarnej czekolady, zastanawiałem się przy punkcie 8, czy aby nie cierpię na hipokryzję. Zdecydowałem jednak, że nie, bo przecież ogólnie jest wiadomo, jak zdrowa jest czarna czekolada i czerwone wino.

Nie stawaj na to! To doprowadza do płaczu…

About Janusz Wrobel

Janusz Wróbel - praktykujący psychoterapeuta, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) i "Language and Schizophrenia" oraz tomiku wierszy "Cztery pory tutaj” (http://www.telewizjadetroit.com/products-page/dvd/cztery-pory-tutaj-janusz-wrobel/). Janusz Wróbel - college professor, licensed counselor and psychotherapist, who currently maintains a private practice, "Balance and Harmony." Married with five children. Author of the books "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) and „Language and Schizophrenia” (http://benjamins.com/#catalog/books/llsee.33/main).
This entry was posted in Psychologia, Szczescie and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply