Sprawy ostateczne

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

Sprawy ostateczne - ilustracja 2

Zacznę od pytania: czy słyszeliście o poecie, który nazywa się Thomas Lynch? A może znane jest komuś z Czytelników przedsiębiorstwo pogrzebowe Lynch & Sons? Bracia Lynch prowadzą je w Brighton, Clawson i Milford. Thomas, urodzony w 1948 w Detroit, jest dyrektorem tego w Milford. Jest też autorem wielu zbiorów poezji, a także opowiadań i esejów. Opublikowana w 1997 roku książka „The Undertaking” (Chowanie zmarłych), została przetłumaczona na siedem języków i stała się kanwą głośnego filmu dokumentalnego pod takim samym tytułem, wyprodukowanego przez telewizję PBS. Chciałbym dziś podzielić się pewnymi myślami Thomasa Lyncha, zawartymi w tej książce.

Jedną z jej głównych tez, jest przekonanie autora, że tak naprawdę, to oprócz modlitwy, nic nie da się zrobić dla zmarłej osoby – dla niej lub przeciwko niej, z nią – lub – o niej; nic, co mogłoby umarłemu zaszkodzić lub pomóc. Jakiekolwiek działania podejmowane w związku z czyjąś śmiercią, a także pozytywne lub negatywne skutki takich poczynań, dotykają tych, od których nieżyjąca osoba odeszła. To żywi będą musieli sobie radzić z całym skomplikowanym bagażem pamięci – zarówno niechlubnej, jak i wzniosłej: z nimi [żywymi] pozostanie ból lub przyjemność pamięci – pisze Lynch.

W innym eseju, autor opowiada o bardzo trudnym okresie w swoim życiu, kiedy, opuszczony przez żonę, został sam z kilkorgiem dzieci. Przez dwa miesiące, do czasu, kiedy nie znalazł gosposi, nieznany mu osobiście właściciel miejscowej pralni, przysyłał swój samochód dostawczy, którym odbierał brudne, a potem przywoził już czyste – ubrania, ręczniki i pościel przedsiębiorcy pogrzebowego i jego dzieci. Kiedy autor otrzymał wreszcie rachunek, zawierał on koszty użycia pralki i suszarki oraz proszku do prania i zmiękczacza. Wybrał się więc, by zapłacić, ale też zapytać, ile należy się za odbieranie i dowożenie z powrotem prania, za jego sortowanie i składanie – za „ocalenie życia” autorowi książki i jego dzieciom w tak trudnym dla nich okresie. O tym nawet niech pan nie myśli – odpowiedział właściciel pralni – czyjaś ręka myje czyjąś. O tym przypomniał sobie Lynch, kiedy przygotowując zwłoki, mył ręce zmarłego właściciela pralni.

Dla większości czytelników wychowanych w polskiej tradycji grzebiania zmarłych, amerykańska zasada balsamowania zwłok, by wystawiać je potem na widok publiczny, może wydawać się trochę szokująca. Oto jedna z historii opowiedziana w książce, która może trochę wyjaśnić, jakimi motywami kieruje się kultura preparowania zwłok. Autor przytacza jeden z wielu incydentów śmierci tragicznej – przypadek kilkunastoletniej dziewczynki zgwałconej i tak ciężko pobitej, że jej twarz została kompletnie zniekształcona. Pracownicy domu pogrzebowego poświęcili prawie cała dobę, by, przez skomplikowaną rekonstrukcję, przywrócić dziecku twarz sprzed bestialskiego ataku. By nie odchodziła do grobu, taką, jaką ją pozostawił gwałciciel, ale taką, jaką zapamiętali ją jej rodzice.

Jeden z rozdziałów Lyncha poświęcony jest zmianom w życiu i rutuale człowieka, spowodowanym postępem cywylizacyjnym. W domach naszych przodków był jeden pokój, w którym kobieta rodziła dzieci. W tym samym pokoju spoczywały też, gdy taka zaszła okoliczność, zwłoki zmarłego członka rodziny. W domu się jadło, myło, kochało, rodziło i umierało. Jeśli chodzi o potrzeby fizjologiczne, załatwiano je poza domem. Tak było do czasu wynalezienia tzw. WC (water closet), czyli ubikacji, z urządzeniem do spuszczania wody. Do domu weszła technika, która oswoiła potrzeby fizjologiczne, ale usunęła z niego na zewnątrz narodziny i umieranie. Autor zwraca uwagę na to, że wypchnięta też została starość – ludzi w podeszłym wieku oddaje się dziś do domów „spokojnej”, ale bardzo samotnej starości.

Chciałbym także, za autorem książki, będącej, jak podtytuł wskazuje, zbiorem studiów o życiu, z perspektywy ponurej branży przytoczyć opowieść o tragicznie zmarłej dzieczynce, imieniem Stefania, której zwłoki trafiły do przedsiębiorstwa pogrzebowego Lyncha. Dziecko zostało tak nazwane, by uczcić pamięć jej patrona, Świętego Stefana (Szczepana), pierwszego chrześcijańskiego męczennika i opiekuna kamieniarzy. Rodzina z dziećmi, z tym ze Stefanią, wyjechała wieczorem, z Milford do Georgii, by odwiedzić miejscową farmę, gdzie, jak twierdzili jej mieszkańcy, określonego dnia każdego miesiąca, ukazywała się Matka Boska. Gdy samochód był mniej więcej w środku stanu Kentucky, był też środek nocy. Pod jej osłoną, grupa nastolatków zabawiała się na cmentarzu. Wzięła stamtąd spory kamień, i kiedy niosła je przez most nad autostradą, postanowiła zepchnąć go na drogę. Kamień spadł na przednią szybę mini autobusika rodziny z Michiganu, przeleciał pomiędzy przednimi siedzeniami, gdzie siedzieli rodzice, i uderzył w pierś Stefanię, która właśnie zamieniła się miejscem ze swym bratem. Po przewiezieniu do szpitala zmarła. Na kamieniu, który ją zabił, był napis: Zarezerwowane dla Fosterów. Był on narożnym oznaczeniem sekcji lokalnego cmentarza.

Dom pogrzebowy „Lynch and Sons” zajął się przygotowaniem ceremonii pochowania dziewczynki. Dyrektor Thomas Lynch obiecał rodzicom zmarłego dziecka, że nagrobek będzie gotowy na 26 grudnia, nawiasem mówiac, na dzień Św. Stefana, który został ukamienowany właśnie w tym dniu, 35 roku naszej ery. Wcześniej jednak, zabrał ich na cmentarz w Milford, by wybrali miejsce pochówku. Matka dziecka zatrzymała się przy figurze Zmartwychwstałego Jezusa, decydując, że Stefania spocznie po prawej ręce Chrystusa. I rzeczywiście, miejsce tam nie było zajęte. Na sąsiednim grobie widniał napis z nazwiskiem pogrzebanej tam wcześniej osoby. Brzmiało ono: Foster.

Thomas Lynch podejmuje odważną próbę wyjaśnienia tego, co przytrafiło się Stefanii w feralną, grudniową noc, podając kilka możliwości:

A: Ręka Boga. Bóg powołał do siebie dziecko. Nie ma innego wytłumaczenia niesamowitego splotu okoliczności. Gdyby do wypadku nie doszło, nazwalibyśmy to cudem.

B: To nie Ręka Boga. Bóg był oczywiście świadom tego, co miało się wydarzyć, ale nie chciał podważać Praw Natury – grawitacji i prędkości, jaką nabiera przedmiot w ruchu.

C: Była to robota Diabła. Jeśli wiara wspiera istnienie Dobra, bierze też pod uwagę prawdopodobieństwo egzystencji Zła. I czasem Zło zwycięża.

D: Żadna z powyższych opcji. Tragedie się zdarzają, są częścią życia – trzeba się do tego przyzwyczaić.

E: Wszystkie powyższe możliwości, a odpowiedź na pytanie dlaczego? jest owiane tajemnicą, a tajemnice – jak w sznurkach różańca – są chwalebne i są bolesne – pisze Lynch.

Sprawy ostateczne - ilustracja

About Janusz Wrobel

Janusz Wróbel - praktykujący psychoterapeuta, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) i "Language and Schizophrenia" oraz tomiku wierszy "Cztery pory tutaj” (http://www.telewizjadetroit.com/products-page/dvd/cztery-pory-tutaj-janusz-wrobel/). Janusz Wróbel - college professor, licensed counselor and psychotherapist, who currently maintains a private practice, "Balance and Harmony." Married with five children. Author of the books "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) and „Language and Schizophrenia” (http://benjamins.com/#catalog/books/llsee.33/main).
This entry was posted in Janusz Wrobel, Psychologia, Szczescie and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply