Oswoić porażkę

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

Oswoic porazke - ilustracja 1

Zmarły pod koniec ubiegłego wieku Samuel Beckett, pozostanie w naszej pamięci przede wszystkim jako twórca tzw. teatru absurdu. Tytuł jego sztuki Czekając na Godota przeniknął nawet do codziennego języka. Cierpienia bohaterów jego sztuk i powieści często wynikają z bezskutecznych usiłowań odnalezienia sensu w codziennych zmaganiach z losem. Niedawno natknąłem się na aforyzm tego twórcy, który mnie zaintrygował. Oto on:

Ciągle próbujesz. Ciągle ci nie wychodzi. Nie przejmuj się. Znów spróbuj. Jeszcze raz ci nie wyjdzie, ale tym razem, niech ci się nie uda lepiej.

Czy może się nie udać „lepiej”? Zapytałem o to moje dzieci. Zamiast dostać trójkę można dostać minus cztery – wytłumaczyły. Zapytałem moją znajomą. Ponieść porażkę „lepiej”, znaczy pozwolić sobie na to, by nie zawsze się udawało – wyjaśniła. To znaczy wybaczyć sobie za niepowodzenie, spróbować jeszcze raz z nadzieją, że wynik następnym razem będzie lepszy, choć niekoniecznie: doskonały. Ktoś inny powiedział, że ponoszenie porażki „lepiej” nie ma dla niego sensu. Dla niego porażka po prostu nie wchodzi w rachubę. Jest albo wszystko, albo nic. W jego wypadku lęk przed klęską jest tak mocny, że nie próbuje w ogóle. Ma sporo ponad 20 lat, nie szuka pracy, jest na utrzymaniu rodziców.

Obawa przed poniesieniem porażki jest źródłem ciągłego odkładania „na potem” wyzwań, którym musimy stawić czoła. Zwlekamy do ostatniej chwili. Dla niektórych ta ostatnia chwila nie przychodzi w ogóle. Rezygnują. Inni mobilizują się, zarywają noc i w efekcie są gotowi na czas.

Wyobraź sobie, że znów jesteś uczniem w szkole. Nauczyciel zadaje klasie napisanie wypracowania i daje na to jeden tydzień. Do pracy zabierasz się dopiero w noc przed terminem oddania zadania. Następnego dnia wręczasz nauczycielowi gotową pracę. Jeśli dostajesz szóstkę, to świadczy to o tym, że jesteś geniuszem; jeśli otrzymujesz jedynkę, to nic dziwnego – ostatecznie pracowałeś nas swoim projektem tylko jedną noc, zamiast siedmiu dni – jesteś zatem usprawiedliwiony. A teraz wyobraź sobie, że zabrałeś się do roboty natychmiast i pracowałeś nas swoim wypracowaniem całe siedem dni. Jeśli zarabiasz szóstkę, to w porządku; jeśli natomiast dostajesz złą ocenę, to nie ma dla ciebie usprawiedliwienia. Jesteś durniem, który poniósł klęskę. Używając tej pokrętnej logiki dochodzisz więc do wniosku, że bezpieczniej jest czekać na ostatnią chwilę; lepiej zaryzykować, niż ponieść porażkę.

Mój klient, walczący ze swoim nałogiem, odkrył, że za każdym razem, kiedy po okresie abstynencji wracał do picia, wiązało się to z odczuwaniem głębokiej niechęci do samego siebie, zwykle spowodowanej samooskarżeniem o poniesienie jakiejś kolejnej porażki w życiu. Muszę wreszcie wyłączyć tę samo-kopiącą mnie w tyłek maszynę stwierdził. Może niezbyt elegancko, ale bardzo prawidłowo zobrazował mechanizm, który powstrzymuje nas przed zaakceptowaniem własnej niedoskonałości.

Dlaczego tak trudno przyznać się do własnej słabości? Dlaczego niektórzy z nas nie są w stanie doświadczyć prawdziwej, w pełni wypełniającej satysfakcji ze swych osiągnięć, stawiając przed sobą ciągle nowe wyzwania? Dlaczego czasem spokój, stabilizacja i równowaga nie zaspakajają w pełni naszych oczekiwań i czując się znudzonymi własnym szczęściem, pragniemy byle jakiej, często nawet niebezpiecznej odmiany?

Myślę, że u źródeł zarówno obsesyjnego wyścigu z samym sobą, gdy chcemy jeszcze więcej, jeszcze doskonalej, jak i, na drugim biegunie, równie natrętnej potrzeby pogardzania sobą i ciągłego poniżania siebie, tkwi ta sama niszcząca siła. Jest nią pycha. Tak długo, jak nas trawi, nie będziemy w stanie uznać, że jesteśmy tylko niedoskonałymi stworzeniami, które, jako takie, mają naturalne prawo do popełniania błędów i powinny, w związku z tym, skupić się, zamiast na dążeniu do perfekcji, na tym, by błądzić lepiej. Winston Churchill ujął to w następujący sposób:

Sukces to droga od porażki do porażki, bez utraty entuzjazmu.

Czyż można wyobrazić sobie lepszy czas na ponowną próbę pokonania własnych słabości, na obudzenie w sobie nadziei, że tym razem się powiedzie, na odrodzenie entuzjazmu właśnie, niż Święto Zmartwychwstania Pańskiego?

Niestrudzonej ochoty na odkrywanie takiej siły w sobie życzę Czytelnikom na ten, piękny, wielkanocny czas!

Oswoic porazke - ilustracja 2

About Janusz Wrobel

Janusz Wróbel - praktykujący psychoterapeuta, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) i "Language and Schizophrenia" oraz tomiku wierszy "Cztery pory tutaj” (http://www.telewizjadetroit.com/products-page/dvd/cztery-pory-tutaj-janusz-wrobel/). Janusz Wróbel - college professor, licensed counselor and psychotherapist, who currently maintains a private practice, "Balance and Harmony." Married with five children. Author of the books "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) and „Language and Schizophrenia” (http://benjamins.com/#catalog/books/llsee.33/main).
This entry was posted in Janusz Wrobel, Psychologia, Szczescie and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply