Limitem są przestworza?

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

Limitem są przestworza - ilustracja 1

Pamiętam wakacje nad morzem w latach siedemdziesiątych i tę pokusę, by popłynąć łodzią do horyzontu, by go przekroczyć i dobić do wybrzeży Szwecji. Tęsknotę za tym, by pokonać limity ustanowione przez kontrolujący system, który nie chciał pożyczyć mi paszportu (napis w nim obwieszczał, że był on własnością Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej). Pragnienie, by wyrwać się z klatki i pofrunąć do upragnionej wolności. No i udało się, bowiem czasami marzenia się spełniają. Kiedy jednak stałem na bałtyckiej plaży, oczywiście do głowy mi nie przyszło, że “mury runą”, że nawet, gdyby mi się udało ten cel osiągnąć, to mógłbym kiedyś zatęsknić do miejsca, z którego kiedyś chciałem się wyzwolić, że to Ameryka stanie się moją Szwecją, i tak dalej. No cóż, tak to już jest, że “człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi” i życie odkrywa przed nami koleje losu, których pozazdrościłby nawet najbardziej utalentowany scenarzysta.

Siermiężna rzeczywistość, której doświadczaliśmy w naszym wasalskim państwie, kompensowana była przez kolorowe sny. W jednym z nich, spacerowałem ulicami Budapesztu i w pewnym momencie zatrzymałem się przy kinie, gdzie wyświetlano “Lot nad kukułczym gniazdem” Miloša Formana, czeskiego emigranta, kręcącego świetne filmy w USA, których oglądać w kraju nie było wolno. A mówiąc o nieskrępowanych żadnymi ograniczeniami marzeniach, snułem w mej głowie fantazje o tym, by mieć swoje własne, prywatne, domowe kino i posiadać filmy na własność. Jak dzisiejsza rzeczywistość pokazuje, nie tylko ja je miałem…

Wspominałem już kiedyś o sporze, toczącym się w 1975 roku w Berlinie Zachodnim, pomiędzy naukowcami ze Wschodu i Zachodu, na temat przesłania filmu Formana. Według przybyłych z Warszawy i Pragi akademików, szpital psychiatryczny, przedstawiony w tym obrazie, był metaforą bloku komunistycznego – według ich kolegów z wolnego świata, “Lot na kukułczym gniazdem” symbolizował zniewolenie ludzi, żyjących w systemie kapitalistycznym. Kiedy słyszałem tę opowieść w roku premiery filmu, podejrzewałem, że nieograniczona wolność Zachodu pomieszała w profesorskich głowach. Dziś, będąc częścią amerykańskiego systemu uniwersyteckiego, jestem w stanie spojrzeć na przytoczoną dyskusję z innej perspektywy. Oto ona:

Bohaterem filmu jest Randle Patrick McMurphy, trafiający do amerykańskiego szpitala psychiatrycznego na przymusową ewaluację. Wydaje mu się, że przechytrzył karzące prawo i wybierając szpital zamiast więzienia, uda mu się uniknąć większego zła. Niedługo po przybyciu na oddział, popada w konflikt z siostrą oddziałową, uosabiającą kontrolujący, bezduszny i zbiurokratyzowany system. W walce z siostrą Ratched sekundują mu inni pacjenci, o których myśli, że dzielą z nim podobny los. Jakże jednak się myli, odkrywając pewnego dnia, że część z nich przebywa na oddziale psychiatrycznym dobrowolnie! McMurphy, marzący o wydostaniu się na wolność, pojąć nie może, że ktoś może od niej uciekać w obszar ściśle ograniczony surowymi zasadami, przepisami i regulacjami. Ten brat łata o duszy nieokiełznanego rumaka nie rozumie, że świat poza murami szpitala może kojarzyć się komuś z opresją konieczności ciągłego podejmowania wyborów i brania za nie odpowiedzialności, z nieustanną presją dostosowywania się do oczekiwań członków rodziny, przyjaciół i pracodawcy, z wymogami społeczeństwa, ale i własnego wizerunku, który trzeba pielęgnować, a także z uczestnictwem w społecznym współzawodnictwie i byciu ocenianym w kategorii osiągnięcia sukcesu. Życie na oddziale psychiatrycznym zwalnia także z potrzeby zmierzania się z ryzykiem i odwagi, niezbędnej do jego podjęcia. To zapewne tych dobrowolnych pacjentów mieli na myśli zachodni profesorowie, argumentujący, że film jest metaforą kapitalistycznego “zniewolenia”. A nawiasem mówiąc, opisany wyżej mechanizm ucieczki od wolności, przywodzi na myśl powiedzenie Marka Twaina:

Dzięki boskiej dobroci mamy w naszym kraju trzy niewymownie cenne rzeczy: wolność słowa, wolność sumienia i rozwagę, prowadzącą do tego, by nie używać żadnej z nich.

Chciałbym zakończyć przytoczeniem zasłyszanej historii. Otóż, kiedyś farmer znalazł orle jajko i podłożył je swym kurom. Orlątko wykluło się i wychowywało się z kurczątkami. Chodziło po zagrodzie i wydziobywało ziarna, a także gdakało jak one. Czasem nawet wzbijało się parę centymetrów nad ziemię, i frunęło kilkadziesiąt centymetrów. Wreszcie dorosło i postarzało się. Któregoś dnia nasz bohater dostrzegł wysoko, w niebie, frunącego orła. “A któż to jest?” zapytał sąsiada. “To orzeł, król ptaków, on należy do przestworzy, my, kury, przynależymy do ziemi”. Ptak z naszej opowieści żył i zmarł jak kurczak, by myślał, że nim jest.

Kiedy przyjęła mnie amerykańska ziemia, zachwyciłem się powiedzeniem sky is the limit, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza, że limitem są przestworza, czyli, że praktycznie nie ma żadnych ograniczeń, jeśli chodzi o spełnianie marzeń. Dziś myślę, że powiedzenie wymaga skorygowania: to nie przestworza, a nasz umysł jest limitem, który albo nas zniewala, albo dodaje nam skrzydeł. Można żyć w jarzmie i pozostać w sercu wolnym i można na wolności spętać się powrozem niepewności, żądzy i strachu.

Limitem są przestworza - ilustracja 2

About Janusz Wrobel

Janusz Wróbel - praktykujący psychoterapeuta, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) i "Language and Schizophrenia" oraz tomiku wierszy "Cztery pory tutaj” (http://www.telewizjadetroit.com/products-page/dvd/cztery-pory-tutaj-janusz-wrobel/). Janusz Wróbel - college professor, licensed counselor and psychotherapist, who currently maintains a private practice, "Balance and Harmony." Married with five children. Author of the books "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) and „Language and Schizophrenia” (http://benjamins.com/#catalog/books/llsee.33/main).
This entry was posted in Janusz Wrobel, Psychologia, Szczescie and tagged , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply