Pamięci czar

Janusz Wróbel

www.janusz-wrobel.com

Pamieci czar -ilustracja 1

Miałem ostatnio przyjemność być jurorem w konkursie literackim, zorganizowanym przez bardzo prężne polonijne wydawnictwo niezależnych autorów “Favoryta”, działające w Buccan, Queensland, w Australii. Plonem przedsięwzięcia jest niezwykła książka “Jeden dzień. Polska, jaką pamiętam.”, dostępna zarówno w formie drukowanej, jak i e-booka w księgarni Favoryty: https://favoryta.com/BookStore/Details/77

Dziś chciałbym podzielić się wstępem, jaki napisałem do wspomnianej publikacji.

Pamięci czar

O czym pamiętamy? Za czym tęsknimy? Na pewno na tablicach naszej pamięci wyryli swą obecność ludzie, ale i sprawy oraz wydarzenia w naszym życiu ważne – zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym sensie. W krajobrazie pamięci często krótkotrwałe, aczkolwiek bardzo intensywne doznania jawią się, jako góry – te dłużej doświadczane, jako pasma górskie; te z kolei, postrzegane przez pryzmat nudnej codzienności, choć były długotrwałe, zlały się w trudno dostrzegalny, równinny zakątek. Wśród nich, gdzieniegdzie, gnieżdżą się upiory, które najchętniej byśmy odczynili, ale nie wiemy jak. Co wiemy, to to, że za nimi nie tęsknimy. Zgoda. Czym zatem wytłumaczyć fenomen „komunostalgii” lub znaczącego procentu dorosłych Polaków, którzy pod koniec lat dziewięćdziesiątych twierdzili, że „za Gierka” żyło im się lepiej, niż w wolnej Polsce? Przecież nie tęsknotą za kartkami na mięso, „ścieżkami zdrowia”, urządzanymi przez służbę bezpieczeństwa, czy niemożnością wyjazdu za granicę.

Filozof społeczny wskazałby na to, że zamordyzm był przewidywalny, natomiast momentami nieludzki, rodzący się kapitalizm, oferujący wprawdzie wolność, ale także dotkliwe czasami konsekwencje dokonywanych wyborów, stworzył istotne wyzwanie dla post-komunistycznego społeczeństwa. To prawda, ale jest w rzeczonej tęsknocie coś więcej – a mianowicie żal za utraconą młodością. Tak się złożyło, że przypadła ona na ciężkie czasy, ale były w nich enklawy miłości, przeżywanej po raz pierwszy, oazy emocjonalnych uniesień, typowych dla nieokiełznanego entuzjazmu wieku dojrzewania, wyspy szczęśliwości, znaczone założeniem rodziny, wystaniem meblościanki „Kama” czy dostaniem wymarzonego M-3.

Jest jeszcze jeden, istotny element, który musimy wziąć uwagę, gdy przypatrujemy się złożonemu zjawisku działania pamięci. Należy ono do wysoce zindywidualizowanego procesu, który czasami umyka próbom generalizacji. To, co dla kogoś może nie mieć znaczenia, dla innej osoby jawi się, jako coś niezwykle istotnego. Bywa, więc i tak, że nie jesteśmy w stanie zrozumieć, i co za tym idzie, zanalizować emocjonalnych motywów drugiego człowieka.

To tylko część refleksji, jakie nasunęły mi się podczas lektury opowiadań i wierszy, składających się na tę książkę. Parę z nich chciałbym krótko omówić, by przedstawić Czytelnikom zarys tematycznego bogactwa, jakie nam oferują.

Spotkania

Osoby, które poznajemy na naszej drodze życia, mogą ją nam zmodyfikować, mogą nas z niej zawrócić, a nawet zainspirować do zmiany wyznaczonego już miejsca przeznaczenia. W kontekście wpływu, jakie na nasze życie ma inny człowiek, toczymy rozważania, na ile wybory, jakich dokonujemy, są wolne, a na ile wynikają one z tego, że jesteśmy zabawkami w rękach losu. Ciekawego przyczynku do tej, niemającej końca dyskusji, dostarcza urocza opowieść o “Lotniskowej historii miłosnej.”

Czy można było zakochać się w Polsce końca lat siedemdziesiątych? Otóż tak, czego dowodzi opowiadanie “Boże Narodzenie, Warszawa 1969” Węgierki, która wówczas przyjechała studiować na Uniwersytecie Warszawskim. Zauroczenie przerodziło się w prawdziwą miłość, czego świadectwem jest posiadania dwóch ojczyzn, znaczące osiągnięcia w tłumaczeniu literatury polskiej i uznanie władz polskich. A co zapamiętała autorka z pierwszych kontaktów z Polską? Mimo srogiej ówczesnej zimy (minus 20 stopni), gorące serca mieszkańców stolicy, dzięki którym “w Warszawie naprawdę żyłam jak na dłoni Boga.”

Rozstania

Choć można by pokusić się o klasyfikację okoliczności, w jakich doszło do opuszczenia kraju lub podjęcia decyzji o niepowrocie, to i tak umkną w niej unikalne, jednostkowe, zwykle dramatyczne okoliczności, które doprowadziły do rozpoczęcia emigranckiego rozdziału naszego życia. Każda historia jest inna i choć przejawiają się w nich wspólne mianowniki, moje i twoje życie pozostanie jedyne i niepowtarzalne.

Przykładem mogą być ostatnie dni przed opuszczeniem Polski w latach osiemdziesiątych przez dziewczynkę z opowiadania “Przyrzeknij mi mamo”, która zapamiętała m.in. leżące na śmietniku zeszyty koleżanki, którą rodzice zabrali do RFN-u. Natomiast emocjonalną fotografią, która utkwi w pamięci kobiety, wyjeżdżającej na stałe do Australii już z wolnej Polski (“Jeden dzień. Polska, jaką pamiętam”) zawiera m.in. żegnające ją trzy przyjaciółki w “wystrzałowych kieckach”, ale i pana Władzia, ulubionego kelnera oraz warszawskiego kataryniarza z papugą.

Działalność w opozycji i związane z tym prześladowania mogą z dzisiejszej perspektywy jawić się, jako czas wypełniony wartościowym funkcjonowaniem, do którego często się wraca, jak ma to miejsce w opowieści “Rozmowy z Rudą”, ale może być postrzegany, jako okres zniewolenia, który zainspirował chęć opuszczenia kraju, jak miało to miejsce w opowiadaniu “Wina”.

Powroty

Autor wspomnianego już opowiadania “Rozmowy z Rudą” odwiedza kraj z nowym, “wypasionym” już obliczem i konsumpcyjnym społeczeństwem, które gościa z Australii nie urzeka. Z nostalgią natomiast przywołuje trudne i niebezpieczne lata z okresu aktywności w Solidarności; czasów, których specyfika dostarczała nie tylko wyzwań, ale i, dzięki nim, sensu życia. Z podobną tęsknotą, czasy niepokoju wspomina, przebywająca od trzydziestu lat w Niemczech, autorka opowiadania “Dzień pod stocznią”.

“Dzień gorącego lata”, to z kolei malowniczy zapis jednego dnia z życia Tomaszowa, który odwiedza w połowie lat sześćdziesiątych Polonus z Kanady. Wraz a autorem, który stawia piwo z beczki rzeszy spragnionych tubylców, staje nam przed oczyma ten odcień ówczesnej rzeczywistości, w której jeden dolar, dzięki swej sile przebicia, pozwalał przybyszom z Zachodu na królewskie zaiste funkcjonowanie w siermiężnym PRL-u.

Bohaterka “Ślubnego kobierca z jesiennych liści” wraca po siedmiu latach pobytu we Francji, do swojskiego, wiejskiego krajobrazu, by zawrzeć ślub kościelny z obcokrajowcem w kontekście kultury, w której wyrosła, ale z której nie wyrosła. Mimo oczywistych niedogodności i wyrazistego, cywilizacyjnego kontrastu między warunkami życia na polskiej wsi końca lat osiemdziesiątych, a francuską codziennością, nie widać u bohaterki opowieści zażenowania; wręcz przeciwnie: w jej afirmacji unikalnych cech rodzinnej tradycji pobrzmiewa duma. Oto przykład emigrantki, która postrzega polskość nie jako kulę u nogi, a jako korzenie, z których wyrosły skrzydła, dzięki którym można frunąć w dalekim świecie.

“Łąka bujna, tańcząca na wietrze”

Mowa ojczysta w pewnych okolicznościach może stać się na emigracji zbędna. Sprzyja temu poślubienie osoby, pochodzącej z kraju osiedlenia. Nigdy jednak nie wyrzeknie się jej poeta, i nie ma tu znaczenia, pod jaką szerokością geograficzną tworzy. Poemat “Niedziela, siódmy dzień tygodnia” przenosi nas w intymny świat dzieciństwa autora, w którym przedstawia nas babci i rodzicom, kogutowi i odwiedzającym Ząbkowice Śląskie biskupom, krukowi z Krzywej Wieży i miejscowemu gołębiarzowi. To dzięki nim rozumiemy, dlaczego ojczyzna “jest tylko zyskiem, nigdy stratą” i jak “sekunda pamięci pewnej niedzieli” może przyprawić o “skurcz serca”.

O skurcz serca przyprawia czytelnika wiele obrazów, stworzonych dla nas przez autorów zawartych tutaj utworów. Oto studiująca w Korei Polka (“Jeden dzień. Polska, jaką pamiętam.”), której teraz chciałbym oddać głos, byśmy wsłuchali się w nuty melodii jej pamięci:

“Stoję przed lustrem wolno przeczesując długie włosy. Każdy ich centymetr to świadectwo mojego życia w Korei, w miejscu odległym na wszelkie wyobrażalne sposoby. Mam dwa serca, ale teraz już – za każdym razem, gdy spoglądam w lustro – bez problemu rozpoznaję, kim jestem. Jestem tą łąką bujną tańcząca na wietrze, parującymi plackami krów, zapachem lasu tajemniczego, żabami ukatrupionymi w słoiku. To jest właśnie moja Ojczyzna.”

  • ••

Wybrałem kilka motywów, parę utworów i cząstkę pejzażu pamięci, który wyrysowali nam swoimi wspomnieniami autorzy zarówno już wspomnianych opowiadań i wierszy, jak i wiele innych, składających się na przedstawianą tu książkę. Mam nadzieję, że zachęcą one Czytelnika do obejrzenia całej, rozległej, panoramicznej fotografii, będącej fascynującym zapisem myśli, uczuć i emocji, które składają się na to, czym jest dla nas Ojczyzna.

Sedona, Arizona, lipiec 2014

Pamieci czar -ilustracja 2

About Janusz Wrobel

Janusz Wróbel - praktykujący psychoterapeuta, nauczyciel akademicki. Żonaty, pięcioro dzieci. Autor m.in. książek "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) i "Language and Schizophrenia" oraz tomiku wierszy "Cztery pory tutaj” (http://www.telewizjadetroit.com/products-page/dvd/cztery-pory-tutaj-janusz-wrobel/). Janusz Wróbel - college professor, licensed counselor and psychotherapist, who currently maintains a private practice, "Balance and Harmony." Married with five children. Author of the books "Contact" (http://wisdommoonpublishing.com/buy_links.html#Contact) and „Language and Schizophrenia” (http://benjamins.com/#catalog/books/llsee.33/main).
This entry was posted in Janusz Wrobel, Psychologia, Szczescie and tagged , , , , , . Bookmark the permalink.

Leave a Reply